sobota, 5 grudnia 2015

Rozdział 9




-Pamiętaj,że zawsze będziemy cię wspierać…-przypomniał jej Max.
-I zawsze będziesz ze mną pracować-wtrącił swoje trzy grosze Joe.
-No,niestety…-zaśmiała się.
-Chodźmy już.Pewnie na nas czekają-nakazał jej przyjaciel.
Ruszyli przez tłumy nadludzkich istot.
Tak,nadszedł czas na testy…


                                ______kilka minut później______


-Czas na testy!-rozległ się donośny głos ojca Marry-wyruszamy w pole…Tak jak powiedział,tak też się stało.Goście wraz z rodziną jubilatki i jej samej przemieścili się za pomocą swoich nadnaturalnych mocy na wyznaczony teren.

-Tu jest linia startu-wskazał palcem John w miejsce,gdzie na trawie znajdowała się cienka,biała i podłużna linia-Wyruszysz z tego miejsca i przez trzy dni będziesz musiała zostać na zaznaczonym terenie.Jest on duży i będziesz musiała przemieszczać się na zachód.Na wielu drogach spotkają cię przeszkody,które zadecydują o twoim przydziale…Tylko,córeczko…uważaj na siebie-skończył swoją przemowę i podszedł do Marry,aby ją mocno uściskać.

-Tak-przytaknęła Amellie i poszła w ślad za swoim mężem-pamiętaj czego cię uczyliśmy.
-Pamiętam,mamo,tato-zwróciła się do nich córka-nie martwcie się.Wkrótce o tej samej porze za trzy dni-dokończyła i ruszyła w wyznaczoną stronę.



                   ---------------------Perspektywa Aghaty---------------------


Moja najlepsza przyjaciółka wyruszyła sama do jakiegoś, nieznanego i być może niebezpiecznego lasu.Nie rozumiem tego walniętego i głupiego  wampirzego…yh…to wszystko jest jakieś chore.Jak oni mogli ją tam zostawić samą.Normalnie nie wytrzymuję.Nie wierzę w to,nie wierzę…

-Ej,Agh!-krzyknął Maxwell,który tak samo jak ja i reszta naszej paczki postanowiła tu przez te trzy dni biwakować.Nie chciałam jej zostawiać samej.Mogła przecież wyjść z tego lasu ledwo żywa  i kto by jej wtedy pomógł?    Nigdy nie wiadomo co może się stać…

-No-spojrzałam na niego znudzona.Nie miałam teraz ochoty na czyjeś towarzystwo.Nie chciałam żeby mnie ktoś dekoncentrował.Nie mogłam jej zostawić samej…Dopóki słyszałam bicie jej spokojnego serca-byłam spokojna.

-Łap!-krzyknął i rzucił w moją stronę jabłko.Czerwone,okrągłe i ogromne jabłko.Spojrzałam na niego zdziwiona.Po co przyniósł mi ten owoc?Przecież nawet nie myślałam o jedzeniu.Nie miałam na to czasu.Za bardzo skupiałam się na więzi,która łączyła mnie i moją przyjaciółkę,o której wiedzieli tylko nasi przyjaciele.

-Od kilku godzin nic nie jadłaś-odpowiedział tak,jakby czytał w moich myślach-nie powinnaś się zagładzać zwłaszcza,że potrzebujesz energii,aby wiedzieć coś o Marry.
-Jeśli o nią pytasz,to nic się nie zmieniło-westchnęłam-nie chce mnie wpuścić do swoich myśli.

-Znasz ją,więc wiesz,że ona zawsze była sprawiedliwa i nie lubiła oszukiwać.Nawet,gdy nie nauczyła się na kartkówkę…-westchnął i usiadł blisko mnie,przy drzewie.

-Martwisz się o nią?-zapytałam głupio.Przecież wiedziałam,że tak.W końcu znali się wiele lat i byli tak samo dla siebie bliscy.Może nawet bardziej.Widziałam jak ona na niego działała.Kiedy ją widział był bardzo szczęśliwy,a gdy nie widział jej przez większość czasu…jednym słowem coś do niej czuł i chyba powinnam jej to powiedzieć.

-Tak-przyznał-Moja Mała przyjaciółeczka,sama w tym ogromnym lesie,pełnym nieznanego nikomu niebezpieczeństwa i…

-No cześć lovelaski-krzyknął Joe.No świetnie jeszcze tego tu brakowało…Teraz na pewno się nie skoncentruję…

-Jest już późno-powiadomił nas-chodźcie do namiotu-spojrzał na moją minę-jeżeli chcemy jej pomóc…musimy się wyspać.


______________Trzy dni później____________



Dochodziła już godzina,o której Marry miała już być.Wszyscy tu zebrani się martwili.

-Nic jej nie będzie kochanie-pocieszał jej matkę Pan Blood.
Ale ja wiedziałam,że coś jest nie tak.Straciłam z nią więź na dwa dni,ale nie dawno ją odzyskałam,więc musiała być blisko.Tylko coś mi tu nie grało.

-Aghata-podszedł do mnie Max-wyczuwasz coś?-spytał.
-Nie-westchnęłam smutno-już próbowałam,ale…Chwila! Coś mam!-zaczęłam się cieszyć jak głupia,ale kiedy się dowiedziałam co czułam…natychmiast się przeraziłam.
-Musicie ją szukać!-zaczęłam krzyczeć-Coś jest nie tak!Ona się boi…pierwszy raz! Ratujcie ją!

I jakby zaczął się ukłaniać.

-Panie-zwrócił się do niego Pan Blood-Czy coś się stało?.Ten jednak spojrzał się na niego wkurzony i powiedział:
-Łowcy wtargnęli na nasz teren i chcą zabić twoją córkę.
Kiedy skończył mówić prawie zemdlałam.Co?!Jak to chcą zabić Marry? Dlaczego?
-To nie możliwe-zawiesił się jej ojciec-przecież cały teren był obserwowany przez strażników…
-Dlaczego?-wtrąciłam się do ich rozmowy.Wiem,że nie powinnam,ale moja ciekawość zwyciężyła.
-Chcą zemsty…

__________________________________________________________________
I jak podoba wam się rozdział?Mam nadzieję,że był w miarę…
Wiem,że mało się dzieję,ale tak miało być.Prawdziwa akcja się dopiero zacznie…JUŻ za tydzień pojawi się rozdział z perspektywy Marry.Jesteście  ciekawi co się jej stało?Czekam na wasze pomysły w komentarzach…


niedziela, 22 listopada 2015

Rozdział 8



Na brzydką pogodę...

______________________________________________________________________ 



-A teraz pora na tradycyjny,urodzinowy taniec-wykrzyczała podekscytowana Amelie.
I nagle jak na rozkaz,po całym pomieszczeniu rozległy się pierwsze dźwięki utworu(Adam Lambert-Trespassing).Wszyscy tu obecni ustawili się w rzędzie i jak na zawołanie zaczęli poruszać swoimi ciałami do rytmu i klaskać w dłonie.Wyglądało to zjawiskowo.

Nagle znikąd pojawiły się drewniane krzesła.Na początku usiadła jubilatka,a  za nią jej przyjaciele,z którymi przygotowała choreografię.Wspólnie zaczęli klaskać i przesuwać krzesło.Marry musiała jeszcze śpiewać.Nie było to jednak dla niej trudne,przecież nie musiała łapać powietrza.Między refrenami poruszała się to w prawo,to w lewo.Widok nieziemski,niemal zwalający z nóg.
Na koniec, każdy z nich usiadł na krześle i przystawił dłoń do brody jednocześnie się uśmiechając.

Zapewne zastanawiacie się,o co chodzi z tym ”urodzinowym,tradycyjnym tańcem”.Każda wapirza rodzina ma swoje tradycje.U jednych są to przedstawienia,dzięki którym reprezentują swoje mocne strony takie jak siła lub dar czytania w myślach.A jeszcze u innych są to talenty plastyczne lub muzyczne-jak w przypadku rodziny Blood.

U wampirów istnieją również poszczególne przydziały:
-wampiry wojenne (posiadające myśli strategiczne,umiejące walczyć),
-wampiry pokojowe,polityczne(wampirza arystokracja,w większości wampiry starożytne,zajmujące się polityką i ulepszaniem praw wampirzych np.Rada),
-wampiry utalentowane(wampirza arystokracja,panujący nad zjawiskami pogodowymi,przyrodą i innymi talentami.Istnieje kilkoro wampirów należących do każdego przydziału-żadkość)
-wampiry bezprzedziałowe(większość,nie posiadają żadnego przedziału i żadnego talentu,w większości są to ludzie ugryzieni przez wampira).
-Gorące brawa dla jubilatki i jej przyjaciół-zapiszczała radośnie matka Marry.Cała sala została pochłonięta przez gorące wiwaty i oklaski.
-Nadszedł już czas na główną atrakcję tego wieczoru-zaczęła już spokojnym głosem żona Johna-Według prawa,które obowiązuję w naszym świecie-Każdy wampir w swoje 18 urodziny musi zostać przydzielony do grupy.Jednak,aby to zrobić należy wpierw przejść odpowiednie testy.-kończąc to zdanie zwróciła się w stronę swojej podekscytowanej córki-Również w ten dzień informujemy swoje dzieci,o zaręczynach.

Po Sali rozniosły się szepty nie wampirów  i przyjaciół Małej.
-Zaręczynach?!-powtórzyła zszokowana jubilatka.Jej podekscytowanie zniknęło,a zastąpiły go poczucie  strachu i przerażenia.
Nie mogli mi tego zrobić,nie mogli…-powtarzała sobie w myślach dziewczyna.
-Mała-szepnął jej w ucho Max-Nie martw się jestem przy tobie.
-To…to nie…n…niemożliwe-e-mówiła do siebie czerwonowłosa.
-Joe-przywołał kolegę Maxwell-Ona chyba doznała szoku.

Wampir podszedł zdziwiony do nich i dokładnie przyjżał się twarzy  wampirzycy.Była bledsza niż zwykle,oczy się nieznacznie powiększyły i zaszły jakby mgłą.Usta drgały co sekundę,a ręce wydawały się tańczyć harlem shake’a.Jej zachowanie zaniepokoiło go.Nigdy przez te dwa stulecia nie spotkał się z takim,o to zjawiskiem.Wiedział,że jest one spotykane u ludzi,nie u wampirów.

-Przenieśmy ją na kanapę,w tamtym miejscu-tu wskazał pusty kąt z czerwoną kanapą,znajdujący się pod schodami-jest tam ciszej-dokończył.
-Hej…Mała-złapał ją za podbródek Maxwell-nie przejmuj się-próbował ją pocieszyć.
-J…jak mam się n-nie –nie przejmować?-zapytała ledwo słyszalnym głosem.Spojrzeli na nią.Miała łzy w oczach.Jeszcze nigdy jej w takim stanie nie widzieli.
-Chciałam się zakochać,chciałam sama wybrać-żaliła się.
-Chyba mi nie powiesz,że się we mnie zakochałaś,Blood?-zapytał przez śmiech Joe.
-W tobie?-zaśmiała się-nie w tym życiu.
-Ej,czyżbym nie był seksowny?
-Wygląd to nie wszystko-zaśmiała się,a chwile później cała trójka zanosiła się śmiechem.
-Pamiętaj,że zawsze będziemy cię wspierać…-przypomniał jej Max.
-I zawsze będziesz ze mną pracować-wtrącił swoje trzy grosze Joe.
-No,niestety…-zaśmiała się.
-Chodźmy już.Pewnie na nas czekają-nakazał jej przyjaciel.
Ruszyli przez tłumy nadludzkich istot.
Tak,teraz był czas na testy…


wtorek, 10 listopada 2015

Rozdział 7


Nooo Heej!
Jednak mi się udało^^
Macie tutaj troszkę krótki rozdział,który dedykuję mojej Killerce.
Ps.Tylko nie wygadaj kto będzie jego miłością!

_______________________________________________________________________________






Godzina-21:00                                                           
Dzień-31
Miesiąc-październik.

„Co???

Dzisiaj urodziny mojej Marruni!Jak ja mogłem o tym zapomnieć?”-myśli wysoki mężczyzna,po czym szybkim ruchem wyskakuje z łóżka i biegnie w stronę łazienki.

W tym samym momencie pewien ktosiek wchodzi do jego domu.Sam albo sama bez pukania.Kieruje się w stronę kuchni i przyrządza wyśmienite danie,którego zapach roznosi się po całym domu aż wreście dociera do nozdrzy wampira.

Ten jednak wydaje się być nie zbyt wzruszony tym,że po jego domu spaceruje pewna osoba i czuje się jak we własnym domu.Z lekkim uśmiechem wychodzi spod prysznica,wyciera się i ubiera w przygotowane wcześniej ubrania.Czyli zwykłe,długie,dresowe,szare spodnie.Idzie w kierunku kuchni,czyli tam,skąd roznosi się intensywny zapach.

Ale nie zastaje tam mile powitany.

-Aaaa!-wydziera się zawstydzona Aghata,po czym odwraca swój wzrok speszona.
 -Ej!-drapie się po karku zaskoczony mężczyzna-Co ty tu robisz?-pyta,po długim namyśle.
 -Jak to co?-mówi zdziwiona dziewczyna-Wyręczam twoją miłość!-zirytowała się,po czym szybko poprosiła:
 -Mógłbyś się ubrać,proszę?
 -A co nie podoba ci się taki widok?-pyta Joe ściągając zadziornie w dół swoją prawą brew-Każda laska na twoim miejscu by się cieszyła mogąc mnie takiego widzieć-stwierdził.
-No,najwidoczniej nie ja-odpowiedziała.

-Dobra-pokiwał głową-Ubiorę się,bo jeszcze się na mnie rzucisz.Wrócił do swojego pokoju i założył czarną,obcisłą bokserkę .Ponownie stanął przed wilkołaczycą i się dziwnie szczerzył.
-Po pierwsze:Uśmiech pedała na mnie nie działa-tu na chwilę przerwała,po czym dodała-Po drugie:Rzuciłabym się na ciebie tylko wtedy,gdybyś miał przy sobie szynkę!
-Hahaha…bardzo śmieszne!-udawał śmiech,ale nie zbyt mu to wychodziło.
-To nie miało być śmieszne-tym,oto stwierdzeniem go zgasiła.
-Bla-bla-blah-powiedział zabawnie ruszając ręką-Zapomniałem,że lecisz tylko na szynkę i Nirvanę.

Wilczyca spojrzała się na niego jak na głupka .
-Masz coś do Nirvany?!-warknęła.

Nigdy nie lubiła jak ktoś naśmiewał się z jej ulubionego zespołu.Uważała takich ludzi za pustych i nie znających się na muzyce.Tylko Marry ją rozumiała.Nie jednokrotnie razem śpiewały ich piosenki.

Pamiętała jak pewnego dnia postanowiły zrobić sobie taki wieczór we dwoje.Ale nie udało im się,bo mądry Dan wkręcił się na imprezę i wniósł litry alkoholu.W wyniku czego dziewczęta,tak ładnie mówiąc”upiły”się i to naprawdę mocno.Gdy na następny dzień się obudziły całe miasto o nich trąbiły.Aghata nie wiedziała dlaczego były tematem plotek,ale dzięki wspaniałej pamięci Marry dowiedziała się,że pod wpływem alkoholu biegały po ulicy i śpiewały piosenki takich zespołów jak:Nirvana,Bring Me The Horizon i Slipknot.Przez wiele godzin zastanawiały się jak mogło to wyglądać i czy serio wyszło im to tak okropnie.Jak cię okazało później dzięki nagraniom Dana-,który to wszystko zaplanował-nie śpiewały tak źle.Dzięki alkoholowi ładnie im wyszło śpiewanie piosenki „Chelsea Smile”BMTH.Śmiesznie to nawet wyglądało.Dwie pijane dziewczyny biegające z bezprzewodowym głośnikiem i drących się:

-I've got a secret.*
It's on the tip of my tongue, it's on the back of my lungs.
And I'm gonna keep it.
I know something you will never know.
You will never know.
I know something you don't know.

Z tej perspektywy czasu nawet się cieszyła z ich wspólnych wygłupów.Tak,nie był to jedyny ich występek.Było ich wiele.Na przykład,całkiem niedawno…
-Jestem-oznajmiła im miłość Joe’go.



_____________________________________________________________
*
Mam sekret.
Jest na końcu mojego języka, jest po drugiej stronie moich płuc.
I zachowam go dla siebie.
Wiem coś, czego ty nigdy się nie dowiesz.
Nidy się nie dowiesz.
Wiem coś, czego ty nie wiesz.

Ważne :*

Kochani!

Nie wiem czy zdążę napisać w tym tygodniu rozdział.
Mam też nie mały mętlik co do jego dalszego rozwoju.Wiecie,nie chce zbyt szybko dochodzić do tego co się wydarzy...więc pomyślę i może coś wymyślę.
O! Wiem napiszę rozdział poświęcony innemu bohaterowi!
"robi głupią minę"
Jaka ja mądra^^^
"szczerzy się jak głupi do sera,po czym przybiera zamyśloną minę"i mówi:
-Może zdążę go napisać przed powrotem rodziców?Źle by było gdyby mnie zobaczyli o 24 przy komputerze!
"i ponownie się szczerzy,trochę ja pedofil"
A oto wierszyk(z mojej książki na wattpadzie)proszę o wyrozumiałość,to mój pierwszy:

Miłość atakuje każdego z nas,
Nie ważne dla niej jest twój stan.
Nie ważne czy jesteś
martwy,
chory,
Czy za młody.
Dla niej albowiem nie ma nic znaczenia,gdyż
miłość jest od zbawienia .
Tak.
Miłość jest od uskszydlania,
to dzięki niej możemy być szczęśliwi,
radośni.
Dzięki niej czujemy,że
żyjemy.

I druga część:

I właśnie tak dwoje wilków się połączyło.
Oby dwoje od dziś stanowili jedność.
Od dziś na całą wieczność żyją.
Tak jak każda bajka,
tak i ta opowieść
kończy się szczęśliwie.

Dodaje je żebyście mnie nie pobili,jakbym nie napisała tego rozdziału :)

sobota, 31 października 2015

Rozdział 6

Wesołego Halloween! 

Ps.pamiętajcie o komentarzach :)
__________________________________________________________________
Droga im minęła szybko.
Vlad opowiadał jej o sobie,gdzie mieszka i jak jest w Transylwanii,a ona lubiła go 
irytować.
Często też żartowali.
Dziewczyna naprawdę go polubiła,mimo iż był od niej starszy o parę tysięcy lat.
Nawet ustalili wspólnie,że przebiorą się w wampiry,takie starożytnie,za czasów średniowiecza i wspólnie będą straszyć dzieci.
Dracula był wspaniały.
Żałowała,że nie poznała go wcześniej,jak miała 10  lat.Wtedy mogła by z nim jeszcze wspanialej się bawić.

Szkoda,że nie mogłam go męczyć lalkami.
Gdy weszli do środka obydwojga zrzędła mina…
 Na czarnym,skórzanym narożniku siedzieli rodzice wampirzycy.Ale nie to ich zdziwiło i zaniepokoiło,nie nie to...
To co innego.To,to jak wyglądali.Byli weseli jak nigdy dotąd,a do tego wszystkiego dochodziło ich ubranie.
Można powiedzieć,że wyglądali śmiesznie.

Wampiry przebrane za wampiry.
Marry powstrzymywała śmiech.Tak długo jak tylko mogła.
Jej opanowanie nie trwało długo,gdyż jej ojcu wypadł sztuczny kieł.
Do jej śmiechu dołączył się również Vlad,który iż był tak stary,to jednak miał poczucie humoru.

-F-flad?So dy du yobis?-zaseplenił John.
Dopiero teraz skapnął się,że wypadł mu kieł.
To wyglądało zarówno śmiesznie jak i żałośnie.
Czerwonowłosa przypomniała sobie co mówili jej rodzice na temat wypadnięcia kła.
"To mało prawdopodobne aby tak się stało...Jeśli jednak tak się stanie...to na miejsce,w którym był tamten kieł wyrośnie nowy"
Tak,to tłumaczył jej ojciec 10 lat temu.
-Jak to co,inwalido?-zakpił z niego Draculla,ale widząc jego minę pośpieszył z wyjaśnieniem-Przyjechałem odwiedzić swoją wnuczkę,która jak się okazało nawet nie wiedziała o moim istnieniu!

-Nie mieliśmy czasu,aby jej o tobie opowiedzieć-próbowała wybronić się Amellie.
-18 lat!-zaczął marudzić pod nosem Dracuś-Przez 18 lat nie mieli czasu!Cóż to skandal!Nie mieli czasu...

-Mamo?-zapytała Marry,musiała zaspokoić swoją ciekawość-Dlaczego jesteście tak ubrani?

-Jest północ,kochanie-odpowiedziała jej matka-Dziś Halloween i twoje urodziny.
-I masz jakieś...trzy godziny na przebranie-powiadomił ją tata spoglądając kątem oka na swój srebrny zegarek-Radził bym ci się pośpieszyć,bo będziesz dziwnie się prezentować na tle swoich rówieśników.

-Spokojnie-próbowała uspokoić swojego ojca,choć bardziej to wyglądało na uspokajanie samej siebie-Już idę!-krzyknęła i pobiegła na górę,do swojego pokoju.

-Cieszę się,że przybyłeś-zaczęła głowa rodziny Blood-...
-Będzie ten twój...przyjaciel?-wszedł mu w słowo Drac.
-...Dzisiaj jej to powiemy-dokończył tamten-Więc będzie.




                                           ***Trzy godziny później***
Na dole było już słuchać jej ulubioną piosenkę.Dekoracje też.
Na czarnym stole poncz ze sztucznymi gałkami ocznymi.Nie zabrakło też innych przysmaków dla nadnaturalnych np.krwi i steków.

W kątach pełno pajęczyn a w nich sztucznych pająków.
Dynie z przerażającymi uśmiechami.Mumie i woskowe postacie...
Wszędzie ciemno,czasami przestrzenie oświetlane przez granatowe światła.
Teraz pobrzmiewa muzyka...
Queen-" Another One Bites The Dust"

Steve walks warily down the street
With his brim pulled way down low
Ain't no sound but the sound of his feet
Machine guns ready to go

Are you ready hey are you ready for this?
Are you hanging on the edge of your seat?
Out of the doorway the bullets rip
To the sound of the beat yeah

Another one bites the dust
Another one bites the dust
And another one gone and another one gone
Another one bites the dust
Hey I'm gonna get you too
Another one bites the dust

How do you think I'm going to get along
Without you when you're gone
You took me for everything that I had
And kicked me out on my own

Are you happy are you satisfied?
How long can you stand the heat
Out of the doorway the bullets rip
To the sound of the beat look out

Another one bites the dust
Another one bites the dust
And another one gone and another one gone
Another one bites the dust
Hey I'm gonna get you too
Another one bites the dust

Hey
Oh take it - Bite the dust bite the dust
Hey Another one bites the dust
Another one bites the dust ow
Another one bites the dust he he
Another one bites the dust haaaa
Ooh shoot out


Idzie do rytmu muzyki.Suknia powiewa...Włosy się unoszą...
Z pewnością przykuwa uwagę.Jest tego bardzo pewna.
Do jej uszu dociera ulubiona piosenka.
Naprawdę ją kocha,ubóstwia.

There are plenty of ways that you can hurt a man
And bring him to the ground
You can beat him
You can cheat him
You can treat him bad and leave him
When he's down
But I'm ready yes I'm ready for you
I'm standing on my own two feet
Out of the doorway the bullets rip
Repeating to the sound of the beat

Another one bites the dust
Another one bites the dust
And another one gone and another one gone
Another one bites the dust yeah
Hey I'm gonna get you too
Another one bites the dust
Shoot out.
 Wraz z końcem piosenki przystaje na ostatnim schodku i spogląda przed siebie.
Jest ich wiele.
Wampiry-zapewne większość znajomych  rodziców.Przebrani za stare,ważne,historyczne postaci.Królowa Elżbieta,Napoleon,Sherlock...,które poznali za swojego życia.
Wilkołaki-większość znała,a przynajmniej kojarzyła.Ustylizowani...dziwnie.Niektórzy za nocnych łowców,inni za wróżki...

Hybrydy-ich to nie znała,prócz Amandy.Udawali gwiazdy...Lady Gaga,Madonna,Shakira...i Adam Lambert,a także wiele innych.

Ale jedna osoba się wyróżniała.
On...
Ubrany w garnitur i czarną,zakrywającą twarz maskę.
I kapelusz.
Postać z horroru.Freddy Krueger.

Sama też wybrała dziwne dla osoby nie znającej jej historię przebranie.
Biała,za długa koszula nocna  z koronką,ubrudzona sztuczną krwią.
Długie czerwone paznokcie,tak jak wtedy...\
Ciemno-czerwone usta,wtedy były we krwi...
Krwistoczerwone włosy zostały natapirowane,a wtedy potargane...
Białe kły połyskiwały w świetle,jak wtedy... 
 Tu każdy znał znał jej historię,ale nikt nie wiedział,że to ona.
Wyglądała jak wtedy,tylko brakowało przerażonych twarzy i krzyków ofiar.
Wtedy nie była sobą.
Nie panowała nad swoim ciałem,nad żądzą.
Gdyby nie Joe...nie wiadomo jak by się to dalej potoczyło.
Może by ją złapali i unicestwili?
                                                 
                                                       ***Dwa lata temu...***
Żądza zapanowała nad jej całym ciałem.
To trwało już drugi dzień,a już zdążyła zabić 50 osób.
Nie poradzi sobie sama...
Nie powstrzyma się.Musi komuś powiedzieć.
Joe tak  na nią dziwnie patrzy... może coś podejrzewa?
Może...
Znów wyruszyła na łowy...
Wyskoczyła szybko i cicho z okna.
Ruszyła...
Mijała ciemne ulice,aż...
...spotkała potencjalną ofiarę.Może jednak nie najlepszą,ale jednak...
 Pijana dziewczyna wracała z imprezy.Szła zigzakiem,kiwając się mocno na wszystkie strony.
"To będzie łatwiejsze niż myślałam"-pomyślał drapieżnik,po czym ruszył.
Rzuciła  nią mocną o ścianę jednocześnie ją ogłuszając i unieruchamiając.
Żyła... 
Tak mocno pulsowała.
Krew kusząca,
umysły pobudzająca
i wampirzą stronę wołająca...
Mocno wbiła swoje kły w szyje nieprzytomnej dziewczyny i mocno,łapczywie piła.
Krew po jej kącikach ust ciurkiem spływała,
jednocześnie trafiając do organizmu drapieżnika 
i powodując zmienienie  barwy oczu na...krwisty.
Wraz z ostatnim łykiem,kończy się życie kolejnej,niewinnej dziewczyny.
Ale z tym posiłkiem pojawia się niedosyt i ...
nie pozwala wampirzycy przestać.
Bloody Marry znowu poluje...
-Czy mogę panią prosić do tańca?-zapytał tajemniczy mężczyzna wyrywając ją z przypływu wspomnień.
-Tak-odpowiedziała pewnie.
-Skąd pomysł za przebranie się w Bloody Marry?Nie boisz się,że może jest wśród nas?-zadawał kolejno pytania nieznajomy,wyciągając ją na parkiet. 
Gdybyś wiedział z kim tańczysz-pomyślała z ironią panna Blood.