czwartek, 19 maja 2016

Rozdział 20

Marry jako córka szlachetnych wampirów bywała w wielu sklepach,ale żaden z nich nie robił takiego wrażenia jak ten.
"The bloodland"z pewnością był na pierwszym miejscu w rankingu najlepszych,eksluzywnych sklepów,jakie odwiedziła.
Cały budynek pomalowany był w kolorze jasno-żółtym,którego nie lubiła.
Drzwi wykonane z dorodnej sosny wielkością  i szerokością dorównywały tym,które były w zamku.
Okna były duże i prostokątne.Ozdabiały je brązowe firanki,które z łatwością można było dostrzec z zewnątrz.
Pierwsze,co stwierdziła wampirzyca,to to,że budynek wygląda jak typowy,zwykły sklep.Niczym specjalnym się nie wyróżniał.Żółty kolor budynku,jarzący w oczy,czerwony napis nazwy i wyróżniające się drzwi wejściowe z informacją.
Dopiero,gdy weszła do środka zmieniła swoje zdanie.Wnętrze było idealnie dopasowane.Dominowały tu barwy ciepłe.Ściany otaczały pomieszczenie czerwienią, a meble dodawały nastroju swoim brązem.Gdzieniegdzie można było dostrzec złote detale.Przykładem tego były pomieszczenia zwane przebieralniami. Złote obramowanie wielkiego lustra,tego samego koloru były także zasłony.
Cały widok zapierał dech w płucach.
Warto byłoby też wspomnieć o pokaźnej kolekcji ubrań.Nie tylko sukien.Na specjalnych wieszakach wisiały także spódnice,spodnie, bluzki,bluzy i t-shirty.Rozmaite okrycia.
Marry była mile zaskoczona obsługą tego miejsca.Dwie przemiłe wampirzyce wręcz skakały wokół niej,przy okazji uśmiechając się uroczo do Kenana.
Jednak ten nie przykładał uwagi do ich czynów.Był zajęty oglądaniem kreacji dla przyszłej Królowej i jednocześnie siostry.Bardzo się cieszył,że jego rodzina się powiększy, zwłaszcza o tak wspaniałą i uroczą osóbkę.Zdecydowanie jego głównym hobby jest wkurzanie tej truskaweczki.
-Doradzałabym Pani kreację numer jeden-doradziła sprzedawczyni- Jej piękny,rozkloszowany,czarny dół idealnie pasuje kolorem do włosów Króla i jego garnituru.
-Ta,mój brat nie ma za grosz gustu- wtrącił się Kenan- Przez całe wieki chodzi ubrany jak na pogrzeb-dodał kolejną uwagę odnośnie swojego brata.
Sprzedawczyni,jak i wszyscy,którzy znajdowali się w tym pomieszczeniu spojrzeli się na niego zaskoczeni. Jednak to Marry zabrała głos,bo tylko ona nie bała się Księcia.
-Czy nie sądzisz,że uwagi na temat Króla nie są zbyt stosowne w tym miejscu,Ken?-spytała go unosząc prawą brew do góry.
-Czy nie sądzisz,że to już czas wybrać suknie,sis?-odpowiedział jej pytaniem na pytanie.Specjalnie użył tego zdrobnienia.Chciał ją trochę powkurzać zwłaszcza,że było to ostatnio jego ulubionym zajęciem.
-Oczywiście,braciszku- uśmiechnęła się do niego zadziornie- Ale jeśli mnie pamięć nie myli,to ty również potrzebujesz "kreacji"- gestykulowała rękoma.
-Racja-wtrąciła się Elis- Książę potrzebuje stroju!-krzyknęła do siostry i razem pobiegły na poszukiwania.
-Zrobiłaś to specjalnie -stwierdził,gdy zostali sami.
-Niee- przedłużyła wyraz- Czemu tak uważasz,hm?-uśmiechnęła się uroczo.
-No nie wiem...pomyślmy- zaczął Kenan- Może to dlatego,aby odwrócić ich uwagę od siebie,hm?- również się uśmiechnął,ale zwycięsko.
- Może tak,a może nie- odpowiedziała-Ach!- jęknęła prawie się przewracając o długi dół sukni-Przydałbyś się na coś i mi doradził-warknęła zmęczona.
-Szczerze?-zapytał w stając z wygodnej kanapy.
Wampirzyca w odpowiedzi tylko mu przytaknęła.
-Ładniej wyglądałaś w tej zielonej-podparł podbródek ręką- Podkreślała nie tylko kolor twoich włosów,ale także kształty-szybko odskoczył od niej,bo przez swoją uwagę prawie oberwał.
-Wal się, jestem zajęta-uniosła dumnie głowę.
-A więc przyznajesz,że wolisz mojego brata?-zapytał się z dziwnymi iskierkami w oczach.
-Może tak,a może nie-uśmiechnęła się złowieszczo i wróciła do przebieralni.Zasłoniła zasłony i zaczęła ściągać ubranie.
Podczas tej czynności słyszała jak kobiety mówią coś odnośnie garnituru Kenana,a także jego mruki niezadowolenia.
                         ^^^^^^^^^
-To niech Królowa zadecyduje-stwierdziła jedna ze sprzedawczyń.
-Ale co?-zapytała zdezorientowana Marry.
-Ach-westchnął Ken-Bo Panie nie mogą zdecydować się-mruknął zmęczony- Mogłabyś uczynić mi ten zaszczyt i zrobić to za nie?-spytał.
-Ależ oczywiście, bro-zaśmiała się czerwonowłosa-Co my tu mamy?
Przed nią prezentowały się dwa stroje.Jeden jasnoniebieski i drugi biało-czarny.
-A,w którym się lepiej czujesz?-zadała pytanie.
-W niebieskim-odpowiedział.
-A więc... bierzemy jasnoniebieski- uśmiechnęła się uprzejmie do kasjerki.
Po zapłaceniu za zakupy udali się w podróż powrotną do domu.
Zmęczeni poszli do swoich pokoi i umówili się na kolację,która miała się odbyć za trzy godziny.

niedziela, 8 maja 2016

"Przedstawienie śmierci"

Czy jesteście już gotowi?
Czy to już pora,aby zacząć?

Przedstawienie się zaczyna,
aktorzy są gotowi.
Pozostaje jeszcze dziewczyna,
która scenę tą odnowi.

12:00
Skąd tyle gości się tu wzięło?
Myślę,że to przez to,że
przedstawienie się zaczęło.

Wyszła dziewczyna,
w pięknej sukni
swoją mowę rozpoczyna
i kłania się widowni.

Czy można być kimś takim,jak ta dziewczyna?
Doskonałym,
utalentowanym,
i tak bardzo wytrwałym?

Przestawienie się kończy.
Ona leży,
otacza ją krew,
widownia w to nie wierzy.

Czy można być kimś takim,jak ta dziewczyna?
Doskonałym,w każdej roli.
Utalentowanym w tej dziedzinie,
i tak bardzo wytrwałym,
w przedstawieniu śmierci?

____________________________________________________________

Rozdział pojawi się w sobotę.
Przepraszam za opóźnienia,ale od tygodnia nie było mnie w domu,a ten muszę poświęcić nauce.

piątek, 15 kwietnia 2016

Rozdział 19


Rozdział 19

-Witam moją szwagierkę-przywitał się Kenan wparowując do pokoju Marry bez żadnego,wcześniejszego uprzedzenia.Jej pokój był pochłonięty przez całkowitą ciemność.Tylko drzwi,przez które wszedł wampir oświetlały to pomieszczenie. Dzięki temu można było zobaczyć wiele zapisanych kartek i namalowanych rysunków na ścianie.Sama wampirzyca była w miarę widoczna i,gdy poczuła się obserwowana szybko spojrzała się w jego stronę.Jej czerwone,jarzące się oczy obserwowały każdy nawet najmniejszy ruch.
-Co ty tu robisz?!-pisnęła zaskoczona i przykryła się cała kołdrą.
-Spokojnie-próbował ją uspokoić-Dzisiaj ja się opiekuję swoją,krwisto-włosą Królową-uśmiechnął się prowokująco-Mój brat,a twój przyszły małżonek-dał nacisk na dwa ostatnie słowa-musiał pilnie wyjechać-wyjaśnił.
Podszedł bliżej jej łóżka,usiadł na nim i się położył u nóg,które zaskoczona szybko podkuliła.Ze zdziwieniem i przerażeniem wpatrywała się w swojego towarzysza.
-Co byś chciała dzisiaj robić?-zapytał znudzony.

„Bardzo szybko zmienia humor.Najpierw był szczęśliwy,a teraz zdaje się być znudzony”-pomyślała Marry.

-Obojętnie-odparła bez głębszego zastanowienia.

Nie miała żadnego,w miarę dobrego pomysłu.Zresztą…nie miała dziś ochoty,aby cokolwiek robić.Była zbyt pochłonięta przez swoje myśli i wspomnienia o ważnych dla niej osobach.O najlepszej przyjaciółce Aghacie,z którą bardzo dużo czasu spędzała.Swoim partnerze Joe’m i Maxwellem,z którym ostatnio bardzo mało się widziała.Zastanawiała się,czy coś mu się stało,że tak mało ze sobą wtedy czasu spędzali.A może miało to związek z jego nowymi tatuażami,które widziała?Może zaczął obracać się w złym towarzystwie?

-Mówię do ciebie-powiedział zrezygnowanym tonem Kenan. Dziewczyna szybko spojrzała na niego i posłała mu lekki uśmiech.Miała nadzieję,że to dzięki niemu odwróci od siebie uwagę.Brat Króla Wampirów tylko westchnął i kontynuował:
-Pojedziemy do miasta-zarządził-Niedługo odbędzie się bal z okazji waszych zaręczyn,więc przydadzą ci się jakieś suknie-stwierdził.
-Mam kilka sukienek-powiadomiła go i wskazała palcem na swoją szafę,w której znajdowało się wiele modnych sukienek.Mężczyzna podszedł do niej i zaczął przeglądać jej zawartość.
-Nie chodziło mi o takie sukienki-ponownie westchnął-To ma być  suknia taka jak w tej bajce-na chwilę przerwał,aby się zastanowić na tytułem-„Piękna i Bestia”,ale nie koniecznie w tym odcieniu-powiedział.
-Gdzie ty chcesz taką znaleźć?-zaśmiała się-Chyba,że od razu chcesz mnie wepchnąć w suknie ślubną-zakpiła.
-Nie jestem głupcem-spojrzał na wampirzycę obrażony-Są przecież nowoczesne kreacje i zgadnij gdzie-uśmiechnął się.
-Gdzie?-zapytała zaintrygowana.
-W mieście-uśmiechnął się zwycięsko-Jak mogłaś się tego nie domyślić?-zaczął się śmiać.
-Tak samo jak ty wbiegając do mojej sypialni-odparła wkurzona.Wampir przestał się śmiać i zaczął iść w stronę drzwi.Przystanął na chwilę i powiedział:
-Jak będziesz gotowa to zejdź na dół-rozkazał-Spotkamy się przy Sali tronowej-powiadomił i zniknął.
Marry przebrała się w czarne rurki i czerwony t-shirt z logiem „My Chemical Romance”,który był jej ulubionym zespołem.Pamiętała jak zespół ogłosił swój koniec w 2013 roku i jak Max ją pocieszał mimo tego,że sam był załamany tą wiadomością.                                                                                                                            Do tego stroju dobrała czarne,wiązane buty na koturnach,zawiązała włosy w kucyka i wyszła z pokoju.
Kierowała się w stronę ustalonego przez Kenana miejsca.Była bardzo ciekawa jak ten sklep wygląda i jak nazywa się miasto,do którego zmierzali.
-Nareszcie!-wzniósł ręce ku górze Kenan na widok Marry-Ile można się ubierać?-zapytał z wyrzutem.
-Nie przesadzaj-machnęła na jego uwagę ręką-Zajęło mi to tylko dwadzieścia minut.To mój nowy rekord-zaśmiała się.
-Powinniśmy już iść-zasugerował-Mendes już na nas czeka-powiadomił  i zaczął iść w kierunku wyjścia.
-Mendes?-zdziwiła się-Kto to jest Mendes?-spytała zaciekawiona.Odkąd tu była jeszcze ani razu nie usłyszała tego imienia.
-Nasz szofer-odpowiedział przewracając oczami.
-Nie masz prawa jazdy?-zadała kolejne pytanie.
-Mam,ale nie wiem,czy wiesz rodzina Króla musi robić wrażenie na poddanych-odparł.
-Czyli jedziemy do miasta pełnego wampirów?-zapytała.
-Myślisz,że czemu tutaj znajduje się zamek?-spytał,a gdy nie uzyskał odpowiedzi,kontynuował-Cały teren wokół zamku jest otoczony miastami wampirów.Czasem trzeba interweniować-powiedział.
Gdy dotarli do limuzyny Marry zauważyła dwie dziewczyny wyglądające tak samo i ubrane podobnie.Z auta wyszedł wampir.Marry była tego pewna,gdyż miał on czerwone oczy.
„Pewnie jest młody,skoro nie panuje nad ich kolorem”-pomyślała czerwonowłosa.
 Młody wampir otworzył drzwi auta i czekał aż czerwonowłosa wsiądzie.Gdy to zrobiła zamknął za nią drzwi i usiadł na miejscu kierowcy.Kilka minut później wszyscy siedzieli w powozie i jechali  w stronę miasta.
Marry zastanawiała się po co towarzyszą im dwie służące.Gdyby miały jej doradzać wystarczyła by tylko jedna sugestia,czyli jedna służąca.
Ale samo to,że były one dwie i Marry jeszcze ich nie widziała było zaskoczeniem.
Bliźniaczki były młode,miały prawdopodobnie po dwadzieścia lat.Ale nie były ani człowiekiem ani wampirem.Więc kim były?                                                      Oczy miały koloru piwnego,a włosy jasne.Ich karnacja była oliwkowa.W ich towarzystwie można było wyczuć dziwny,słodkawy zapach.Bardzo kusiło ją,aby spróbować ich krwi.I można było to poznać po jarzących się oczach Marry.
-Spokojnie,kochana-dotknął jej ramienia Kenan-Elis i Eles są wróżkami-powiedział-Chyba nie chcesz ich zjeść?-zapytał bardzo cicho,nachylając się do jej ucha-Gdybyś je zabiła nie było by nikogo,kto doradziłby ci w wyborze sukien-szepnął-I kto wybrałby ci suknie ślubną?
Marry odwróciła głowę w jego stronę.
-Wiedziałam,że to był tylko pretekst-zmarszczyła czoło.

-Jesteśmy na miejscu-zawiadomił ich po pewnym czasie Mendes.


_____________________________________________________________

Komentujesz+Gwiazdkujesz=Doceniasz

sobota, 2 kwietnia 2016

Rozdział 18

Rozdział 18

Dochodziła godzina 12.Powinna się pośpieszyć,jeśli nie chce niepotrzebnie wkurzyć Króla.
Marry szybko zerkając na zegarek pobiegła do szafy,w której miała ubrania.Co prawda nie wszystkie były jej(znajdowało się tam kilka pożyczonych ciuchów od Aghaty),ale każde z nich było wygodne.
Na dzisiejszą okazję postanowiła ubrać coś jednocześnie eleganckiego,jak i wygodnego.Zdecydowała się na czerwoną sukienkę z koronką,która należała do Aghaty. Dobrała do niej czarne,krótkie conversy.Włosy uczesała i przypięła wsuwkami po bokach.Zrobiła kreski na oczach i była gotowa.Wyglądała nienagannie.

Punktualnie o 12 Król zapukał do drzwi.Był ubrany tak jak zwykle-w czarny garnitur,tego samego koloru koszulę i połyskujące,skórzane,eleganckie buty.Nie miał krawata,zresztą rzadko je nie nosił.Jakoś nie specjalnie za nimi przepadał.
Nie to,co krew.Kochał ją bardziej niż cokolwiek na tym świecie.Najlepsza była świeża i rzadka.Tak,ubóstwiał ją.Nie jednokrotnie udawał się na wycieczki,które miały na celu upolowanie ofiary.To właśnie ona pozwalała mu zapomnieć o swoich problemach i ciężkiej pracy.

Dzisiaj miał jej nieco więcej,dlatego ucieszył się na samą myśl,że będzie mógł od niej odpocząć oprowadzając swoją narzeczoną po swoim królestwie.
Trochę się stresował.Już dawno nie miał kobiety przy swoim boku.Chyba od wieków.Nie pamiętał jak postępują w obecnych czasach mężczyźni wobec kobiet.A poza tym nie miał na to czasu.Musiał się z nią tylko ożenić i sprawa załatwiona-nie będzie żadnych problemów.Będzie mogła robić,co zechce.W końcu to dzięki niej jego królestwo stanie się potężniejsze.Łowcy nie będą już tu się pałętać.Będą się bały na samą myśl o potężnych,dwóch rodzonych wampirach.I Ictorn...będzie wkurzony.Nie będzie mógł jej wykorzystać dla swoich niecnych planów.Wszystko się ułoży.

-Idziemy?-zapytała wampirzyca wybudzając go z rozmyślań.Właśnie teraz sobie przypomniał,że stał przed nią jak słup.Ciekawe,co sobie pomyślała...
-Oczywiście-odparł neutralnym głosem i podał jej swoje ramię,które przyjęła.
Neutralny-taki był od zawsze.Od kiedy zrobił to,co musiał i czego bardzo żałował.Nie ujawniał już żadnych uczuć.Ukazywanie uczyć było dla słabych,a on taki nie był.Może kiedyś,ale nie teraz.
Uczucia-to coś,czego już nie znał.Nie potrafił nic oprócz złości,którą pierwszy raz użył na swojej służce.Nie wiedział nawet dlaczego i jak.Może to przez tą czerwonowłosą kobietę,którą trzymał pod ramię?Nie był tego pewny...
Jako pierwsze,co powinna zobaczyć wybrał sale muzyczną.Była nieużywana od dawna.Znajdowało się w niej pełno instrumentów,ale tylko jeden przykuwał wzrok Króla-czarny,ogromny i wiekowy fortepian.Pamiętał jak kiedyś na nim grał jako mały chłopczyk.To jego ojciec go tego nauczył jak i również rozumienia nut.Potrafił po zagranej melodii opowiedzieć historię,o której opowiadała.Kiedyś kochał muzykę.
Zamyślony obserwował jak dziewczyna podchodzi do tego instrumentu i zafascynowana kładzie na nim drobne,jasne dłonie.Jej postać jest oświetlana przez wpadające promienie słońca,które dostawały się do tego pomieszczenia przez wielkie okna.
Chciał jej zabronić używania tego instrumentu,ale zrezygnował.Nie była jego więźniem i chciał,aby to wiedziała.Po kilku sekundach usłyszał dziwne dźwięki,które zmieniały się z ciężkich na piszczące.To raniło jego uszy.
-Działa-stwierdziła zadowolona odrywając od fortepianu i podchodząc do skrzypiec wykonanych z najdroższego materiału.
-Może lepiej ich nie sprawdzał-zaproponował podchodząc do przedmiotu i łapiąc go,w wyniku czego dotknął dłoni Marry,która natychmiast oderwała dłonie przez co instrument upadł i się uszkodził.
Dziewczyna spojrzała na niego przerażona.
-Ja...-zaczęła z drżeniem w głosie-Ja...naprawdę przepraszam.Nie chciałam-mówiła jąkając się.
Czarnowłosy spojrzał się na nią spokojnie.
-Nic się nie stało-powiedział,tak jak zwykle-Kupi się nowy-powiadomił i spojrzał na nią wyczekująco.
-Idziesz?-zapytał kierując się w stronę wyjścia.
-Tak-odparła i poszła w ślad za nim.
Tym razem poszli do dalszej części zamku.
-Nie będę ci pokazywał miejsc,które są blisko.Możesz zawsze sama je obaczyć,ale w większości są to takie pomieszczenia jak kuchnia-poinformował ją-Zobaczysz tylko te najciekawsze i takie,do których możesz wchodzić-na chwilę przerwał,po czym dodał-Tu jest mój gabinet,jakbyś czegoś potrzebowała-wskazał duże,ciemne drzwi.
Wampirzyca tylko rzuciła na nie wzrokiem i podążała dalej za Królem.
-Tutaj znajduje się sala tronowa,w której będziesz najpierw brała ślub,a potem zostaniesz koronowana-gdy wypowiedział te zdanie zauważył jak się rumieni.
„Taka ludzka",pomyślał.
-Gdy nie mnie nie będzie lub,gdy nie będę miał czasu,to właśnie tutaj zasiądziesz i będziesz przyjmowała gości-wskazał jej złoty tron po lewej stronie.Miał w niektórych miejscach powplatane czerwone kamienie,które miały kształt róż.Jego natomiast był tej samej wielkości,tylko różnił się czarnymi szmaragdami i czarnym materiałem na siedzeniu.Trony wtapiały się w architektórę tego miejsca,które również było prawdziwym złotem,dookoła były trybuny ze srebrnymi siedzeniami.Tylko na dole,kilkaset metrów od nich były one koloru brązowego.
-Czemu te siedzenia różnią się od siebie kolorem?-zapytała.
-Każdy kolor oznacza stopień,na którym znajdują się goście.Złoty należy tylko do monarchy i jego partnerki,srebrny dla szlachty,a brązowy dla gości lub świadków-zależy jakie mamy wtedy zebranie.-wyjaśnił i skierował się do drzwi stojących za tronami.
Weszła za nim i od razu westchnęła z wrażenia.Sala była w najróżniejszych odcieniach czerwieni,które były cudowne.Gdzieniegdzie ze ścian zwisały żywe,czerwone i białe róże.Podłoga była w kolorze kremowym.Tu również znajdowały się dwa trony,tylko w kolorze białego złota.
-To sala balowa-oznajmił-Tutaj wydaje się bale,które będą wkrótce twoim obowiązkiem.Podczas przyjęć Król i Królowa zajmują swoje miejsca,a goście witają się z nimi kolejno podchodząc do tronów ukłaniając się.Po lewej stronie,czyli zawsze tam gdzie jest twój tron poustawiane zostają stoły i krzesła,zależnie od tematu balu-zakończył.
-Myślę,że już najważniejsze miejsca pokazałem-zamyślił się na chwilę-Chcesz coś jeszcze zwiedzić?-zapytał zainteresowany.
-Y...Może ogród?-odpowiedziała zaskoczona-Nie obejrzałam go do końca.
-Dobrze-zgodził się –A,więc chodźmy-podał jej ramie i zaprowadził do wyjścia.
Czuł jej zadowolenie,gdy ujrzała ogród.Widział błysk w jej oczach.Zachwycona oderwała się od niego i podbiegła do krzewu różanego.
-Rosną tu od ponad pięciuset lat-odparł siadając na ławce-Mój ojciec je tu posadził.
Krwisto-włosa odwróciła się do niego z uśmiechem.
-Są takie piękne-zauważyła-Pewnie posadziła je na znak miłości-domyśliła się.
-Tak-potwierdził-Mają przypominać urodę mojej matki.
-A,więc musi być piękną i wspaniałą kobietą-zauważyła patrząc się w jego oczy,chcąc uzyskać potwierdzenie swoich słów.
-Tak,ale także ona jak i te kwiaty potrafi zranić-powiedział-Cały ten obszar jest ogromny i chroniony przez zmiennokształtnych-zmienił temat-Nikt nie ma prawa tu wejść lub stąd wyjść bez mojej zgody-oznajmił.
-Wzdłuż dróg rosną żywopłoty,które uzupełniają piękno tego dworu-wtrącił staruszek,który pojawił się znikąd-Witam was Królu i Królowo-powitał ich kiwając głową.
-Witaj,George-odpowiedział Król.
-Dzień dobry!-uśmiechnęła się serdecznie wampirzyca,na co starzec również się do niej uśmiechnął.
-Panie,Kenan kazał mi Pana znaleźć i przekazać,że chodzi o sprawę sprzed dwóch dni-wyjaśnił George i przypatrywał się parze.
-Dziękuję,George.Możesz odejść-odpowiedział i zwrócił się do Marry,mówiąc:
-Niestety muszę już iść-powiadomił-Oczywiście jeśli nie masz nic przeciwko-dodał i spojrzał na nią wyczekująco.
-Oczywiście,że nie-odparła.
-A,więc odprowadzę cię i pójdę do brata-stwierdził i złapał Marry za rękę,prowadząc ją do zamku.Gdy odprowadził ją pod drzwi jej pokoju kulturalnie się z nią pożegnał i odszedł.  

poniedziałek, 28 marca 2016

I can't say:I love you- wersja angielska i polska


Po głębszym i dłuższym zastanowieniu zdecydowałam,że w ramach rekompensaty (długo musicie czekać  na rozdziały :() będę dodawać w międzyczasie piosenki,wiersze czy coś podobnego :D
Mam nadzieję,że pomysł wam się spodoba,a teraz...trzymajcie piosenkę mojego autorstwa (tylko bez hejtów).Chyba fajnie mi wyszła,zwłaszcza,że jest tu męski narrator.

Specjalne podziękowania dla  za wersję angielską :D
Jeszcze raz Ci dziękuję.


Nie potrafię ci powiedzieć:'Kocham Cię'-Jane Wolf

Próbując wczuć się w Ciebie,             Try to feel you
w twoją sytuację,                                   in your situation
w twoje problemy,                                 in your troubles
zapominam zrobić coś dla siebie.       I forget to do something for me                

I,chociaż wiem,jak mnie kochasz,      I know, how you love me
mocno,                                                      hard
dostatecznie,                                           enough
dogłębnie,                                                exhaustively
Nie potrafię ci powiedzieć:                   I can’t say:
'Kocham Cię'                                           " I love you"

Zostać wykorzystanym,                        I’ve been exploitation
wypranym z pieniędzy,                         I’ve been
pozostawionym w nędzy,                     stay in beggary
Czuć się sponiewieranym.                    I feel manhandle

I,chociaż wiem,jak mnie kochasz,       I know, how you love me
mocno,                                                       hard
dostatecznie,                                            enough
dogłębnie,                                                exhaustively
Nie potrafię ci powiedzieć:                    I can’t say:
'Kocham Cię'                                           „I love you”

To trudne,                                                It’s hard
przez to,co mi zrobiłaś,                        through you do for me
za to,co mi zabrałaś;                             for what tou take from me
To jest paskudne.                                   It’s so terribly

Nie potrafię ci powiedzieć:                  And I can’t say:
'Kocham Cię'                                           "I love you"

Nie.                                                              No
Nie potrafię ci powiedzieć:                   I can’t say:
'Kocham Cię'                                           "I love you"


Nie!Nie!Nie!                                               No!No!No!





wtorek, 22 marca 2016

Rozdział 17




W nocy nic nie spała,co nie jest dziwne u wampirów,bo one nie muszą spać.Jednak to było dziwne dla Marry.Ona była przyzwyczajona do tego,aby spać w dzień albo w nocy.Zazwyczaj robiła to po to,aby nie tracić niepotrzebnie energii.
Ale tu raczej nie była jej potrzebna.Tu nie musiała pracować dla Rady.Nie musiała szukać Łowców i składać raportów.Co było dla niej dziwnym uczuciem.Dzień bez pracy,bez jakichkolwiek zajęć jest dniem straconym,a z czasem staje się nudny i wykańczający psychicznie.
Jej jedynym zajęciem,jakie wykonała w ciągu czterech dni było pójście na spacer.Nie był to jakiś długi spacer,bo był naprawdę krótki.Zdążyła tylko obejrzeć róże i porozmawiać z miłym staruszkiem,który ujawnił jej,że jest więcej służących.

*Tup*Tup*Tup*

Jej rozmyślania zostały przerwane przez głośny stuk czyiś butów.Zaciekawiona zaczęła nasłuchiwać.Tak,to muszą być dźwięki oddawane przez kobiece buty.
Nagle odgłosy ucichły,dochodząc pod drzwi Marry.

*Puk*Puk*Puk*

Usłyszała pukanie do drzwi.To zjawisko,nie mówiąc już o tej porze było dziwne.Bo,kto by ją chciał odwiedzić?
-Panienko!-usłyszała damski głos wydobywający się zza drzwi-Proszę otworzyć-poprosiła nieznajoma kobieta.
Marry bardzo ostrożnie podeszła do drzwi,uprzednio narzucając na siebie szlafrok i zaczęła je powoli uchylać.
-Tak?-zapytała niepewnie czerwonowłosa.
-Zostałam tu przysłana przez Króla-zaczęła wyjaśniać nieznajoma-Przyniosłam lekki posiłek i przyszłam pomóc Panience się przygotowywać-skończyła.
-Przygotowywać?-powtórzyła zdziwiona wampirzyca-Do czego?-dodała.Służka spojrzała się na dziewczynę.Wydawała się jeszcze piękniejsza,niż opowiadał jej ogrodnik.Ponoć była też bardzo miła.
-Do uczty,Pani-odpowiedziała.
Marry nie wiedziała,czy ma się śmiać,czy płakać.Jak on mógł jej zaproponować,coś takiego.Myślała,że wiedział,jak bardzo nie darzy go sympatią.
-Jak masz na imię?-spytała krwistowłosa i spojrzała się wyczekująco na dziewczynę.
Była to wyjątkowa młoda osoba.Wiedziała,że jest ona nastolatką,bo potwierdzał jej te przypuszczenia trądzik młodzieżowy.Głowę miała w kształcie trójkąta.Włosy ciemne i związane w kucyka.Jej oczy były koloru spadających z drzew,ciemnych liści na jesień.Usta wąskie i różowe.Ubrana została w niebieską sukienkę do kolan,biały fartuszek przewiązany w pasie i niebieskie pantofelki.Ten strój z pewnością przykuwał uwagę.
-Elice-odparła ciemnowłosa.
-A,więc...Elice-zaczęła Marry-Czy mogłabyś przestać mówić do mnie „Pani,Panienko"?Wolałabym,abyś zwracała się do mnie po imieniu i,jeśli byś mogła,to przekaż Królowi,że nie jestem zainteresowana jego propozycją-odparła i wróciła do łóżka,gdzie usiadła.
-Dobrze P-Pa..-nie dokończyła,bo wtrąciła się jej wampirzyca,mówiąc:
-Marry.
-Tak,miło mi cię poznać Marry-powiedziała z uśmiechem nastolatka-Oczywiście spełnię twój rozkaz.
-Dziękuję-podziękowała Marry.
Służka wyszła,zanim wampirzyca mogłaby coś dodać.
Po kilku minutach usłyszała krzyki na dole.Męskie krzyki i cichy płacz.Pierwsze,co pomyślała,to to,że jej narzeczony nakrzyczał na służkę za to,że coś zrobiła nie tak.Wkurzona na zachowanie Króla,zeszła na dół.
-Powiedz,że to rozkaz!-krzyknął wkurzony Król.
-Ale ,Panie,tak nie powinno się obchodzić z damami-zaprotestowała tamta,za co Król posłał jej mordercze spojrzenie i powiedział:
-Nie masz prawa mnie pouczać!
Zaskoczona zachowanie Marry weszła do pomieszczenia i korzystając z sytuacji,krzyknęła:
-A ty nie masz prawa się na nią drzeć!-rzuciła wściekła,na co obie osoby spojrzały się na nią zaskoczone.
-Masz rację-odparł wampir,nieco się uspakajając-Przyszłaś tu,więc to było bezsensowne-stwierdził,po czym dodał:
-Zatem..cieszę się,że raczyłaś mnie zaszczycić swoją obecnością-wypowiedział,a w jego głosie można było wyczuć kpinę.Podszedł do swojej narzeczonej i odsunął jej krzesło,znajdujące się naprzeciwko jego.
-Siadaj-nakazał,a gdy wykonała jego polecenie,przysunął ją do stołu.Na stole znajdowały się dwa kieliszki zapełnione krwią i talerze z potrawą,zwaną spaghetti.To była jej ulubiona potrawa,ale skąd on to wiedział?Może to czysty przypadek?
-Dziękuję-odparła niepewnie,nie wiedząc,jak się zachować.
Posiłek zjedli w ciszy,uważnie przypatrując się drugiej osobie.Tą ciszę,w końcu zdecydował się przerwać Król,mówiąc:
-Ta kolacja jest w ramach przeprosin-powiedział,po czym pośpieszył z wyjaśnieniami-Chciałbym cię przeprosić za to,że cie zaniedbałem,ale to z powodu mojego wyjazdu.Teraz,jak widzisz już wróciłem i mogę cię oprowadzić-Dziewczyna spojrzała się na niego zaskoczona i zdziwiona.
-Mam rozumieć,że już nie będzie kolacji?-spytała zaciekawiona.
-Nie-powiedział szybko-Oczywiście,że będą.Przecież nie chcę cię zagłodzić-odparł lekko się uśmiechając.
-Aha-tak podsumowała jego wypowiedź.
-Zatem przyjdę po ciebie o 12 i oprowadzę-oznajmił-Rozumiem,że nie masz nic przeciwko,więc wrócę do swojej pracy-dodał i nie czekając na jej odpowiedź wyszedł.
Została sama.


_____________________________________________________________
Komentujesz+Gwiazdkujesz=Doceniasz


niedziela, 6 marca 2016

Rozdział 16

Rozdział 16
Marry była w zamku już od kilku dni.Nic szczególnego się w tym czasie nie działo.Miała własny pokój,który był…okropny.Tak samo,jak cały ten,przeklęty zamek.Przerażał ją wystrój.Wszystko było tu w ciemnych kolorach.Miała wrażenie,że przez te kilka dni zaczynała dostawać depresji.Dnie i noce spędzała sama,co było jej akurat na rękę-nie chciała go spotkać.Nie miała tu żadnych atrakcji, a przynajmniej o nich nie słyszała,bo niby od kogo miała się o nich dowiedzieć?Dlatego też  zostawała w swoim pokoju.Nie wychodziła z niego,choć czasami czuła głód przez,co chciała wyjść i,co oznaczało tylko jedno-w pobliżu znajdowała się krew.W takich momentach cieszyła się,że nie musi pić tak często krwi. Odrażała ją myśl,że musiałaby pożywiać się przy nim,siedząc przy stole,naprzeciwko niego i być skazana na jego surowy wzrok.
Tęskniła za swoimi przyjaciółmi.Zwłaszcza za Aghatą,z którą była połączona tak silną więzią,że nawet tu-miejscu oddalonym o kilka set kilometrów-czuła jej odczucia.Jednak na razie nie mogła się z nią komunikować poprzez myśli,była na to za słaba.
Najdziwniejsze w tym wszystkim było to,że z tego,co wiedziała jej ojciec pracował dla Króla,ale ani razu go nie spotkała.Nie odwiedził jej.
„Z każdym dniem tutaj,jest ze mną coraz gorzej”-stwierdziła.Nie wiedziała,co ma teraz zrobić.Jest tu już od czterech dni i dłużej już tego nie wytrzyma.Musi wyjść.Przez swoje okno,które znajdowało się w jej pokoju,widziała ogród.Był w tym miejscu przyjemną odmianą.Rosły w nim czerwone róże i inne interesujące ją kwiaty,lecz te pierwsze nad nimi przeważały ilością.Zastanawiało ją to.
„Kto taki jak ON hoduje kwiaty?Może są tu tylko dla ozdoby?Ciekawe,kto się nimi opiekuję,bo raczej wątpię żeby był to ten dupek…”-pomyślała.
Sam pomysł wydostania się z tego pokoju był atrakcyjny,jak i niebezpieczny.Co by się stało,gdyby spotkała Króla?Jak by mu się wytłumaczyła?Ale,gdyby jej się udało…Mogłaby pooddychać świeżym,tak bardzo upragnionym powietrzem.Pospacerowałaby po ogrodzie i pozbyła się zmartwień.
”Tak,bardzo pociągająca ta propozycja”-powiedziała w myślach i nie czekając na więcej argumentów przeciwko temu pomysłowi-wyszła.Na początku szła cicho i wolno.Nie chciała zwracać na siebie uwagi,zwłaszcza,że nie byłoby to jej na rękę.W duszy cieszyła się,że mama przywiozła jej większość garderoby,w której znajdowały się jej ulubione conversy.Nie sprawiały jej problemu w chodzeniu.Były wręcz stworzone do tej roli.
Czując się o wiele bezpieczniej,zaczęła przyśpieszać.Wiedziała,że jest już blisko wyjścia.Jeszcze tylko kilka skrętów i…całe jej plany legły w gruzach,gdyż będąc myślami gdzieś daleko nie zauważyła osoby przed sobą.W myślach modliła się,aby nie był to jej narzeczony.Nie była gotowa na spotkanie.Nie teraz.I,jakby Bóg wysłuchał jej modlitw,bo odezwał się inny głos niż ten,który miał Król.
-Marry?Co ty tu robisz?-odezwał się zaskoczony Kenan. Wampirzyca była jednocześnie szczęśliwa z jego widoku,jak i wściekła za to,że ją okłamał i nie odwiedził.
-Mieszkam-odparła obojętnie i spróbowała go ominąć,lecz uniemożliwił jej to łapiąc ją za ramię-Puść mnie!-krzyknęła wściekła.Dopiero po jakimś czasie uświadomiła sobie,co właśnie zrobiła.W zamku prawie nikogo nie było,więc echo rozniosło się bardzo szybko.
-Z tego,co wiem-zaczął-twój pokój jest w drugą stronę-zauważył.
-Tak-potwierdziła-ale ja idę do ogrodu-westchnęła z bezsilności.
-Ktoś ci pozwolił?-zapytał się i spojrzał na nią zaciekawiony.Teraz była pewna,że jest traktowana,jak więzień.Zamknięta w czterech ścianach,jak w izolatce.
-Ja-odezwał się głos zza jej pleców,a ona natychmiast zarejestrowała do kogo należy.Nie musiała się upewniać,tak,jak to zrobił Kenan.
-Nie wiedziałem-wytłumaczył się i natychmiast puścił ze swojego uścisku Marry.
-Jako moja narzeczona,a wasza przyszła Królowa-zaczął swoją przemowę Król-nie musi się nikomu tłumaczyć,oprócz mnie-zakończył swoją mowę i przybliżył się do brata-Więc jeśli chce wyjść do ogrodu,to może to zrobić-warknął-A teraz chodź ze mną-rozkazał i kompletnie ignorując Marry ruszył w przeciwną stronę.
Dziewczyna ruszyła niepewnym krokiem do ogrodu.Była zmieszana.Już nie wiedziała,co jest prawdą,a co kłamstwem.Dlaczego Król stanął po jej stronie?Przecież sam ją tu sprowadził.No…może nie mówił nic o tym,aby siedziała cały czas w pokoju,ale…
-W,co on gra?-skierowała swoje pytanie do jednej z róż.Wyglądało to tak,jakby spodziewała się od niej odpowiedzi,co było absurdalne. Jej oczy,jak i włosy idealnie kontrastowały z krwistym kolorem róży.Zrezygnowana odeszła od kwiatu.
-Dzień dobry,Panienko-odezwał się ktoś zza dokładnie przystrzyżonego żywopłotu.Po chwili postać się ukazała z największym i najmilszym uśmiechem na twarzy,jaki Marry kiedykolwiek widziała.Nawet uśmiech Joe'go,gdy chciał coś od niej wyłudzić mu nie dorównywał.
-Dzień dobry!-odpowiedziała nieśmiało stojącemu przed nią staruszkowi.Trochę ją przerażał widok wielkich nożyc w jego dłoniach.
-Wielu z nas się zastanawiało,kiedy Panienkę ujrzymy-wyznał.
Staruszek był niski i był trochę przy tuszy. Ubrany był w dżinsowe ogrodniczki i zieloną koszulkę,na krótki rękaw.Jego włosy zmieniały swój kolor z szarego na biały,dzięki czemu Marry mogła stwierdzić,że miał około pięćdziesiąt lat.
-To zaszczyt zobaczyć Panią-powiedział z serdecznym wyrazem twarzy,który w jego przypadku nie znikał.
-Dziękuję-odpowiedziała niepewnie,co zabrzmiało bardziej,jak pytanie.Zaskoczył ją taki widok.Nie spodziewała się tu służby,a bynajmniej nie ludzi.
-Podobają się Pani róże?-zapytał zaciekawiony.
-Tak-odparła-Są piękne.Mają taki niezwykły kolor.                  
-Są ulubionymi kwiatami Króla-powiadomił ją-Często tu przychodzi i po prostu się na nie patrzy-wyznał-Dlatego muszę o nie dbać-stwierdził i poszedł w ich stronę.Dziewczyna nie wiedząc,jak ma postąpić wróciła szybko do zamku.
To było dziwne spotkanie,ale wiedziała,że będzie ich więcej, w końcu powiedział”Wielu z nas”,więc jest tu trochę ludzi...