Dni mijały,a królestwo otoczył mrok. Lekko zauważalny z zewnątrz,a
najbardziej rażący wewnątrz. Król mimo mijających dni nie dawał znaku
życia,co również przyczyniało się do rozpaczy wielu poddanych,a przede
wszystkim Królowej. I tak, jak każdemu z królestw,gdzie nie było
władcy,zagrażał mu upadek.
Królowa coraz więcej czasu spędzała nad rozmyślaniem,w jaki sposób
mogłaby doprowadzić królestwo do wygranej z wrogiem,a także jak
przywrócić mu dawny byt.
Codziennie odwiedzała swojego ukochanego łudząc się,że kiedyś się
zbudzi. Szeptała mu słowa,których kiedyś bała się wymówić,składała
obietnice,a także płakała z powodu swojej bezsilności.
I tak uwierzyła,że z nienawiści może zrodzić się miłość.
I choć on od początku,kiedy tylko się narodziła pokochał ją,to bał się ponownego zranienia. Nie chciał ponownie tego przeżywać.
Nie chciał zostać zraniony,znów stracić kawałek serca,które mimo że
było martwe i twarde,nie pozostawało obojętne i tylko dla niej chciało
zabić,choć jeden,jedyny raz.
~~~°~~~
-Pierwsza linia w gotowości-odparł Joe,który znalazł się w niezwykłym
tempie koło Marry-Naprawdę chcesz to zrobić?-zapytał upewniając się.
Sam nie wierzył w to,co mu niedawno oznajmiła. I mimo tego,że bał się
jak cholera,mimo tego,że była jego przyjaciółką,jedną z nielicznych
osób,które polubił-wiedział,że jest jej to winien.
-Wiesz,że to jedyne wyjście-zauważyła wampirzyca. Jej twarz nie
wyrażała żadnych emocji. Już pogodziła się z tym,że może zginąć.Ale
świadomość,że może dzięki temu uratować Doriana i królestwo dodawała jej
siły.
-Nie wiem,czy zdołasz to ujarzmić-powiedział zmartwiony. W głębi
duszy miał nadzieję,że jej się uda,że ujarzmi swoją krwiożerczą część
siebie i przeżyje,a on znów powróci do swojej pracy i do wkurzania jej.
-Dlatego mam do ciebie prośbę-oznajmiła dziewczyna-Jeśli nie będę
mogła się opanować,to zabij ją-nakazała. Dobrze wiedziała jakie mogą być
tego konsekwencje,a także zdawała sobie sprawę z tego,że już mu o tym
coś napomsknęła.
-Dobrze wiesz,że nie będę w stanie tego zrobić.Jesteś przecież moją
przyjaciółką-zauważył. Próbował się od tego bronić,ale wiedział,że to
nieuniknione. Wiedział,że dzięki temu będą mieli szanse na zwycięstwo.
-Nie będę wtedy sobą.To będzie Bloody Marry,nie ja-przekonywała.
-Już są- przybiegł jeden z podwładnych jej wampirów.
Czerwonowłosa spojrzała się na niego i już wiedziała,co musi zrobić.
-Maxwell jest wśród nich-wyszeptał zszokowany Joe - Spróbuj go oszczędzić.
Szokujące,pomyślała.Niby
znała go od dawna,a wydawało się jakby wcale.Czemu nie powiedział jej
tego? Czy nie zasłużyła na prawdę? Teraz wiedziała czemu tak bardzo
chciał z nią uciec.
-Spróbuje.
~~~°~~~
-Atak!
I jak na rozkaz oby dwie strony ruszyły do ataku. Czas mijał nie
ubłaganie,a żadna ze stron nie chciała się poddać. Marry wiedziała,że za
niedługo powinna to zrobić,ale za nim to uczyni chciała coś zrobić. Coś
co nie dawało jej spokoju.
Zgrabnie przebijając się przez walczących ze sobą wampirów i
Łowców,skradła się do jednego z nich.Rzuciła go na drzewo,a następnie
zagrodziła drogę ucieczki.
-Dlaczego ?-zapytała z twarzą przepełnioną bólem. Sama nie była pewna,czemu jej to zrobił,dlaczego się sprzeciwił i ją zdradził.
-Myślisz,że chciałem tu stać i walczyć z wami? Z moimi przyjaciółmi i z tobą ? -spytał zbolałym głosem.
-Więc czemu to zrobiłeś?-zadała kolejne pytanie.
-Nie miałem wyboru-wyjaśnił- Gdy dowiedziałem się,że mòj ojciec
żyje,postanowiłem go odszukać i poznać. Nawet nie wiesz jak tego
pragnąłem. Od zawsze było to moim marzeniem. Poznać ojca. I gdy wreszcie
się tak stało,pojawiła się przeszkoda. Mój ojciec nienawidzi wampirów,a
co gorsza chce z nimi walczyć. Wszczyna więc z nimi wojnę, z moją
ukochaną,a ja jak jakiś bohater tragiczny nie wiem po czyjej stronie
stać,bo cokolwiek wybiorę,będzie to tragiczne zakończenie dla mnie.
-Uciekaj-powiedziała,a jej oczy stały się bardziej krwiste-Wiedziałam,że jesteś synem Łowcy,ale...-przerwał jej mówiąc:
- Ictorna,dokładnie.
-Nie zapanuje nad sobą-szepnęła- Jeśli nie uciekniesz,zabiję cię.
Spojrzała
na niego,a w jej oczach widoczne były krwiste łzy.Powolnie spływały
wzdłuż jej policzka.Mężczyzna kciukiem starł je i uśmiechnął się do niej
przepraszająco.
-Wybacz mi,ale kim byłbym gdybym uciekł z pola walki?
-Tu nie chodzi o honor,idioto-szepnęła tak aby ją usłyszał-tylko o życie.Wyświadcz mi tą przysługę i odejdź-poprosiła.
Nagle poczuła jak ktoś ją odpycha i w ciągu jednej chwili wpadła w wir walki.
Wszędzie
ktoś z kimś toczył walkę,a to przegrywał,a to wygrywał. I mogłaby być
szczęśliwa,gdyby nie fakt,że to ona i jej wampiry przegrywały.Było tylko
jedyne wyjście.Musiała to zrobić,choć tak bardzo się bała.Zrezygnowana
zamknęła oczy i wezwała ją.
-A więc...znowu
powróciłam-uśmiechnęła się krwistowłosa,a na jej twarzy zagościł tak
długotrwały i ogromy uśmiech,że z pewnością wzbudzał postrach wśród
zgromadzonych.
-Pora sprzątnąć śmieci!-krzyknęła i
rzuciła się na najbliższego łowcę.Wgryzła się w jego tętnicę i,gdy tylko
wyssała całą życiodajną ciecz,odrzuciła jego sztywne
ciało.Tak,uwielbiała to i z pewnością nie przestanie,dopóki nie wybije
każdego Łowcy.
Tą walkę można byłoby opisać jak widok zza
mgły.Z pierwszej linii atakowały wampiry,nie dając się zabić,choć
zostało ich o połowę mniej,a z drugiej wilki rzucały się na
wroga.Mimo,że nie były istotami nieśmiertelnymi to świetnie sobie
radziły.Może to dlatego,że przewodziła im Aghata?
Bloody
Marry zbliżała się do Króla Łowców.Chciała jak najszybciej to zakończyć i
co było zadziwiające-miała więcej opanowania nad swoją drugą stroną.
-No
proszę-odezwał się Ictorn zauważając dziewczynę-Taki zaszczyt mi
przypadł.Zabić partnerkę swojego brata-uśmiechnął się pewnie.
-Brata?-zapytała zaskoczona.On...on znowu coś przed nią ukrywał.
-Nie
powiedział ci?-zdziwił się-Ach,to chyba jasne.Nie przepada za mną odkąd
podałem truciznę naszemu ojcu i musiał go zabić-zaśmiał się
przerażająco.
-Czemu to zrobiłeś?-zablokowała jego cios.
-Czy
to nie jasne?Żeby stać się Łowcą trzeba zabić istotę nadnaturalną i tak
wyszło,że gdybym zbił ojca,to nie tylko przejąłbym władzę nad
wampirami,ale też nad Łowcami.Czyż to nie piękna wizja?
-Ale czemu zabiłeś własnego ojca?-tym razem ona zadała mu cios i choć nie było łatwo go zaatakować,to właśnie się jej udało.
-Nie
był nim.Moja matka puściła się z innym,ale jego też zabiłem-oznajmił-A
ten wampirzy głupiec wiedząc,co uczyniła matka wybaczył jej.Tylko
jej.Mnie postanowił ukarać i pozbawić prawa do tronu.Czyż to nie
sprawiedliwe-powiedział teatralnie udając,że ściera łzy.Następnie
zaatakował kobietę korzystając z jej nieuwagi i już miał zamiar ją
zabić,gdyby nie unik Marry.Wykorzystując jego brak skupienia-szybko
przybiegła do niego i pchnęła rękę prosto w jego serce.Taka właśnie
była.
Zabójcza,łaknąca krwi i śmierci.
To właśnie była Bloody Marry.
......................................................................
Jeszcze tylko epilog i koniec !
Nawet nie wiecie,jak bardzo się cieszę z tego powodu ;)
A więc...miłego czekania !
"Podobno kolor włosów odzwierciedla charakter.Twoje są czerwone niczym krew ludzka i krwiste róże rosnące w moim ogrodzie.Jesteś odważna,wytrwała i potrafisz zranić.A najpiękniejsze w tobie jest to,że mimo moich czynów,ty wciąż mnie kochasz"- "Bloody Marry" Jane Wolf
piątek, 14 kwietnia 2017
czwartek, 23 lutego 2017
Rozdział 28
Od kilku dni panowała w królestwie napięta atmosfera.Codziennie Marry dostawała listy,w których albo było napisane,że sprzymierzeńcy zgadzają się barć udział w wojnie albo,że nie,bo list nie był wezwaniem od Króla.Wampirzyca nie miała nawet czasu by zasiąść i spokojnie zjeść posiłek.Robiła wszystko pod wpływem napięcia i z wampirzą prędkością,gdyż jak każdy z zebranych obawiała się,że atak może nastąpić w każdej chwili.
Postanowiła podzielić się dzisiaj swoimi obawami z innymi wampirami,którzy byli doradcami Króla.
-Mogą zaatakować w każdej chwili-szepnęła czując jak coraz bardziej traci swoje siły.Jak tak dalej pójdzie,to nie będzie w stanie walczyć.Powinna wziąć się za siebie i napić choć kilka kropli krwi dla wzmocnienie i powrócenia siły.
-Dlatego proponuję,aby pierwszy ruch był wykonany przez nas-zaproponował jeden z wezwanych wampirów. Widać było,że należał do mniejszości wampirów,która miała kilka stuleci za sobą.Miał blond włosy,które zakrywał czarny,szlachecki kapelusz.Oczy koloru złota uważnie obserwowały każdy nagły ruch w pomieszczeniu.Ubrany był w czarny płaszcz,pod którym widać było żakiet z czarną kamizelką,do której dopasowane zostały czarne spodnie.
-Nie zgadzam się-wtrącił kolejny z zebranych-Mamy zbyt mało sprzymierzeńców. Do dokonania takiego ruchu potrzebujemy chociaż jeszcze jednego poparcia przez wampirzy lud lub,ewentualnie innej rasy-zakończył swoją wypowiedź brunet,który był ubrany jak sarmaci w siedemnastym wieku.
Na sobie miał ciemno-brązową dalie,do tego konfederatkę ozdobioną futrem z norek i jedwabny,złoty pas z frędzlami,który otaczał jego talię.Po prawej stronie była widoczna ozdobna szabla przypięta do boku za pomocą rapci.Pod spodem miał czerwone,luźno zwisające spodnie,które luźno zwisały nad cholewkami spodni.Na nogach miał baczmagi,czyli buty z cholewkami ściągniętymi ku tyłowi i z przodu, z lekko zadartymi czubkami. Dosyć wyróżniający się strój,stwierdziła w myślach Marry.
-Czekam jeszcze na odpowiedź od dwóch wampirzych narodów-powiadomiła ich Marry mając nadzieję,że to im pomoże nakreślić sytuacje,w której się znajdowali.
-Biorąc pod uwagę,że mogą się zgodzić jesteśmy na wygranej pozycji-zauważył kolejny z wampirów,chyba nazywał się Elijah i był jednym z pierwszych wampirów.Miał ciemne blond włosy,zielone oczy i chyba jako jedyny ubrany był normalnie.Bardziej odpowiednio na obecne czasy.
-Rozumiem więc,że atakujemy pierwsi?-zapytała Królowa. Nie wiedziała,co powinna zarządzić.Od takich spraw był Król,nie ona.Ale chciała pokazać,że też może sobie dać radę w tak poważnej sytuacji.Zwłaszcza,że jej poddani widzieli w niej nadzieję i liczyli na nią.
-To chyba najlepsza z wymienionych jak dotąd decyzji-odezwał się John. Marry pomyślała,że był tak samo przemęczony tą sytuacją jak ona.Ale prawda była taka,że mężczyzna martwił się o bezpieczeństwo swojej córki,która prawdę powiedziawszy była w największym niebezpieczeństwie. Viktor mógłby chcieć ją wykorzystać do objęcia tronu i przede wszystkim do wkurzenia Króla,który był w takim stanie,że nie wiedział czy kiedykolwiek się przebudzi.
Nagle wszyscy z zebranych w sali,zasiadający przy okrągłym stole,usłyszeli głośne odgłosy i dziwne dźwięki krzyków. Zaniepokojona Marry natychmiast wstała i już chciała iść zobaczyć,co się stało,ale jej drogę zaszedł John i jak gdyby nic powiedział:Otoczyć Królową i bronić za wszelką cenę. Powiedział to takim głosem,że sama wampirzyca się go wystraszyła.Jeszcze nigdy nie słyszała takiego tonu u swojego ojca.
-No siemka!-wpadła jak torpeda do pokoju Aghata i nagle jakby analizując sytuację jaką zastała spytała-A wy co? Nie lękajcie się,to tylko ja-zaśmiała się-I kilka innych watah-oznajmiła z dumą.
-Co?-zapytała zaskoczona Marry i wyszła z okręgu,który stworzyły wampiry,aby ją chronić.
-No,słyszałam,że potrzebujecie poparcia i ludzi do walki,więc odwiedziłam kilka watah,którym również brakowało jakiejś fajnej rozrywki,więc zebrałam ich,no i jesteśmy-uśmiechnęła się brunetka.
Na co Marry szybko do niej podbiegła i uściskała z wdzięczności.
-Nie powinnaś ryzykować dla mnie życia-skarciła ją Marry- Jak coś ci się stanie,to sobie nie wybaczę.
-Dla kogo jak nie dla ciebie mam się poświęcać?-zaśmiała się wilczyca-I przestań się mazać,bo twoi ziomkowie na ciebie patrzą-powiedziała i znów się zaśmiała-Mam nadzieję,że pięć watach ci wystarczy.
-A ile one liczą-wtrącił się jeden z wampirów,Meth,jeśli dobrze pamiętała Marry.
Był jako jedyny z nich ubrany na czarno.Dodatkowo miał kruczoczarne włosy i niebieskie oczy.Z tego,co się dowiedziała był kuzynem Króla.
-Cóż-westchnęła Aghata,uważnie obserwując towarzysza-Jedna wataha liczy około pięćdziesięciu wilkołaków-poinformowała.
-To zwiększa nasze szanse na wygraną-wtrącił sarmata.
-I na naszą korzyść jest to,że Łowcy nie spodziewają się,że mamy po swojej stronie wilkołaki-powiedział blondyn w kapeluszu.
-Ziomek ma rację-stwierdziła Aghata-Teraz liczy się tylko czas,w jakim zaatakujemy-powiedziała niczym prawdziwy przywódca.
-Alfo!-krzyknął dość sporych rozmiarów chłopak,który szybko wparował do sali.
-Co jest Reth?-spytała dziewczyna patrząc wyczekująco na swojego kolegę.
-Zwiadowcy wyczuli Łowców w zachodniej części królestwa-powiadomił,a wszyscy w sali stali się spięci.
A więc...wojnę czas zacząć-pomyślała Marry.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak jak się domyślacie to już ostatnie rozdziały ;(
Jednak,to czy wszyscy przeżyją pozostanie moją słodką tajemnicą ;D
Miłego dnia i do następnego!
Postanowiła podzielić się dzisiaj swoimi obawami z innymi wampirami,którzy byli doradcami Króla.
-Mogą zaatakować w każdej chwili-szepnęła czując jak coraz bardziej traci swoje siły.Jak tak dalej pójdzie,to nie będzie w stanie walczyć.Powinna wziąć się za siebie i napić choć kilka kropli krwi dla wzmocnienie i powrócenia siły.
-Dlatego proponuję,aby pierwszy ruch był wykonany przez nas-zaproponował jeden z wezwanych wampirów. Widać było,że należał do mniejszości wampirów,która miała kilka stuleci za sobą.Miał blond włosy,które zakrywał czarny,szlachecki kapelusz.Oczy koloru złota uważnie obserwowały każdy nagły ruch w pomieszczeniu.Ubrany był w czarny płaszcz,pod którym widać było żakiet z czarną kamizelką,do której dopasowane zostały czarne spodnie.
-Nie zgadzam się-wtrącił kolejny z zebranych-Mamy zbyt mało sprzymierzeńców. Do dokonania takiego ruchu potrzebujemy chociaż jeszcze jednego poparcia przez wampirzy lud lub,ewentualnie innej rasy-zakończył swoją wypowiedź brunet,który był ubrany jak sarmaci w siedemnastym wieku.
Na sobie miał ciemno-brązową dalie,do tego konfederatkę ozdobioną futrem z norek i jedwabny,złoty pas z frędzlami,który otaczał jego talię.Po prawej stronie była widoczna ozdobna szabla przypięta do boku za pomocą rapci.Pod spodem miał czerwone,luźno zwisające spodnie,które luźno zwisały nad cholewkami spodni.Na nogach miał baczmagi,czyli buty z cholewkami ściągniętymi ku tyłowi i z przodu, z lekko zadartymi czubkami. Dosyć wyróżniający się strój,stwierdziła w myślach Marry.
-Czekam jeszcze na odpowiedź od dwóch wampirzych narodów-powiadomiła ich Marry mając nadzieję,że to im pomoże nakreślić sytuacje,w której się znajdowali.
-Biorąc pod uwagę,że mogą się zgodzić jesteśmy na wygranej pozycji-zauważył kolejny z wampirów,chyba nazywał się Elijah i był jednym z pierwszych wampirów.Miał ciemne blond włosy,zielone oczy i chyba jako jedyny ubrany był normalnie.Bardziej odpowiednio na obecne czasy.
-Rozumiem więc,że atakujemy pierwsi?-zapytała Królowa. Nie wiedziała,co powinna zarządzić.Od takich spraw był Król,nie ona.Ale chciała pokazać,że też może sobie dać radę w tak poważnej sytuacji.Zwłaszcza,że jej poddani widzieli w niej nadzieję i liczyli na nią.
-To chyba najlepsza z wymienionych jak dotąd decyzji-odezwał się John. Marry pomyślała,że był tak samo przemęczony tą sytuacją jak ona.Ale prawda była taka,że mężczyzna martwił się o bezpieczeństwo swojej córki,która prawdę powiedziawszy była w największym niebezpieczeństwie. Viktor mógłby chcieć ją wykorzystać do objęcia tronu i przede wszystkim do wkurzenia Króla,który był w takim stanie,że nie wiedział czy kiedykolwiek się przebudzi.
Nagle wszyscy z zebranych w sali,zasiadający przy okrągłym stole,usłyszeli głośne odgłosy i dziwne dźwięki krzyków. Zaniepokojona Marry natychmiast wstała i już chciała iść zobaczyć,co się stało,ale jej drogę zaszedł John i jak gdyby nic powiedział:Otoczyć Królową i bronić za wszelką cenę. Powiedział to takim głosem,że sama wampirzyca się go wystraszyła.Jeszcze nigdy nie słyszała takiego tonu u swojego ojca.
-No siemka!-wpadła jak torpeda do pokoju Aghata i nagle jakby analizując sytuację jaką zastała spytała-A wy co? Nie lękajcie się,to tylko ja-zaśmiała się-I kilka innych watah-oznajmiła z dumą.
-Co?-zapytała zaskoczona Marry i wyszła z okręgu,który stworzyły wampiry,aby ją chronić.
-No,słyszałam,że potrzebujecie poparcia i ludzi do walki,więc odwiedziłam kilka watah,którym również brakowało jakiejś fajnej rozrywki,więc zebrałam ich,no i jesteśmy-uśmiechnęła się brunetka.
Na co Marry szybko do niej podbiegła i uściskała z wdzięczności.
-Nie powinnaś ryzykować dla mnie życia-skarciła ją Marry- Jak coś ci się stanie,to sobie nie wybaczę.
-Dla kogo jak nie dla ciebie mam się poświęcać?-zaśmiała się wilczyca-I przestań się mazać,bo twoi ziomkowie na ciebie patrzą-powiedziała i znów się zaśmiała-Mam nadzieję,że pięć watach ci wystarczy.
-A ile one liczą-wtrącił się jeden z wampirów,Meth,jeśli dobrze pamiętała Marry.
Był jako jedyny z nich ubrany na czarno.Dodatkowo miał kruczoczarne włosy i niebieskie oczy.Z tego,co się dowiedziała był kuzynem Króla.
-Cóż-westchnęła Aghata,uważnie obserwując towarzysza-Jedna wataha liczy około pięćdziesięciu wilkołaków-poinformowała.
-To zwiększa nasze szanse na wygraną-wtrącił sarmata.
-I na naszą korzyść jest to,że Łowcy nie spodziewają się,że mamy po swojej stronie wilkołaki-powiedział blondyn w kapeluszu.
-Ziomek ma rację-stwierdziła Aghata-Teraz liczy się tylko czas,w jakim zaatakujemy-powiedziała niczym prawdziwy przywódca.
-Alfo!-krzyknął dość sporych rozmiarów chłopak,który szybko wparował do sali.
-Co jest Reth?-spytała dziewczyna patrząc wyczekująco na swojego kolegę.
-Zwiadowcy wyczuli Łowców w zachodniej części królestwa-powiadomił,a wszyscy w sali stali się spięci.
A więc...wojnę czas zacząć-pomyślała Marry.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak jak się domyślacie to już ostatnie rozdziały ;(
Jednak,to czy wszyscy przeżyją pozostanie moją słodką tajemnicą ;D
Miłego dnia i do następnego!
niedziela, 12 lutego 2017
Rozdział 27
Od kilku dni
siedziała przy jego łóżku.Jego stan pogarszał się z dnia na dzień.Miała ogromne
wyrzuty sumienia.Nie powinno tak być. On nie powinien tego robić,nie wolno mu
narażać samego siebie na takie niebezpieczeństwo.Jest przecież Królem
wampirów.Jeśli on zginie,to władze przejmie Kenan,a choć byłoby to trochę
zabawne,to na pewno nieodpowiedzialne.Medycy robili wszystko,aby pomóc władcy
lecz jedyne,co zdziałali,to utrzymywanie go przez kilka godzin w stanie
stabilnym.Rokowania były różne.Lecz żadne z nich w pełni nie zadawało Marry.
-Marry,słońce…powinnaś
coś zjeść-odezwał się do niej ojciec.Cóż nie było w tym nic dziwnego,że
znajdował się w tym miejscu, w końcu wszystkie wampirze klany wiedzą o stanie
swojego władcy.Jednak podejrzewano,że w przeciągu kilku dni niektórzy z nich
mogą to wykorzystać i napaść na monarchę,czego nikt oczywiście nie chciał. Z
tego też powodu Marry w imieniu Królowej wezwała wszystkie potężne wampiry i
swoich przyjaciół,aby przybyli do zamku w gotowości do walki.
-Nie mam
ochoty tato-odparła. Na jej twarzy można było zauważyć kilka
symptomów,świadczących o jej zmęczeniu i wycieczeniu.Jednak wampirzyca z natury
była zawzięta i uparta,więc jak już sobie coś postanowiła,to trzymała się tego
mocno.Nikt nie był w stanie jej tego wybić.Ale świadomość,że Królowa zasłabnie
i opadnie na zdrowiu doda kolejny powód do obalenia monarchii przez wrogów,co
spowoduje nieład i panikę w śród wampirów,przerażała jej ojca.
-Głodząc się
i osłabiając nic mu nie pomożesz.Wiem,że masz wyrzuty sumienia przez to,co się
stało,ale nie powinnaś zaniedbywać siebie i swojego ludu.Pomyśl o nich.Oni są
tak samo zrozpaczeni jak ty,tylko oni w przeciwieństwie do ciebie nie wiedzą w
jakim stanie jest ich władca. Ty jesteś Królową,więc powinnaś być dla nich
oparciem.Powinnaś im dać przykład,znaleźć jakieś zajęcie żeby o tym nie
myśleli.Pokazać,że jesteś silna,bo jeśli Królowa jest silna,to jej lud
także.-zakończył swoją wypowiedź John.Miał nadzieję,że jego córka to przemyśli
i nada choćby złudzenie spokoju dla wampirów.
-Tato…ja
chyba się nie nadaję na Królową,w końcu naraziłam Króla na niebezpieczeństwo i
on przeze mnie zginie-szepnęła załamana-ale masz rację.Nie powinnam ignorować poddanych.Jestem
mu coś winna i dlatego uczynię wszystko,co w mojej mocy aby ogarnąć ten chaos-odparła
pewnie i wstała z taboretu.
-Dobrze,słońce
ale jest jeszcze jedna sprawa-zawahał się John-Łowcy dowiedzieli się o naszej
niesubordynacji i chcą to wykorzystać.Niestety szykuje się większa walka niż
przypuszczałem-powiadomił ją i wyczekiwał na jej odpowiedź.Czerwonowłosa
zbliżyła się do swojego ojca,przechyliła głowę na bok,w jej kąciku ust można
było dostrzec coś na wzór małego,kpiącego uśmiechu. Może było to wynikiem
zmęczenia?
-Przynajmniej
czymś zajmę swoje myśli-westchnęła-Powiadom wszystkich,że mają się znaleźć w sali
konferencyjnej-poleciła i sama wyszła z pokoju. To coraz bardziej ją
przerastało,ale nie chciała już tego dać po sobie poznać,pragnęła wesprzeć swój
lud,tak jak powiedział jej ojciec.Plusem było w tym wszystkim,że była bardzo
dobrym strategiem.Gdy zostawała bardzo często sama w pokoju,to nie robiła nic
innego jak ćwiczyła.Chciała przecież czymś zaimponować Królowi.
~~~~~***~~~~~
W ciemnym
pomieszczeniu,w którym panowały tylko dwa kolory brązu zebrała się cała potęga
wampirów. W Sali,przy dużym,okrągłym stole siedziały głowy największych i
najpotężniejszych rodów.Każdy z nich,przedstawicieli zaprzysiągł wierność
Królowi dlatego też,gdy usłyszeli rozkaz Królowej pojawili się bez żadnego
sprzeciwu.Ich zadaniami było doradztwo i wsparcie. Już kilkadziesiąt razy
towarzyszyli Królowi podczas różnych bitw,ale ta była inna.Wyjątkowa.Nie tylko
ze względu na to,że miejsce władcy zajęła Królowa,ale też dlatego,że toczyli ją
z Łowcami,z Victorem,który był odwiecznym,przebiegłym wrogiem Króla.
Po dziesięciominutowym wyczekiwaniu na salę weszła Królowa.Wyglądała naprawdę
obłędnie w czarnej sukni,która okalała jej ciało.Włosy miała podkręcone na
końcówkach włosów,a powieki mocno pomalowane. Nic nie zdradzało tego,co
przeżyła i wciąż przeżywa. Jej niegdyś wesołą twarz zajęła maska obojętności,a
oczy były pozbawione blasku i jakichkolwiek uczuć.
Podeszła z
gracją na miejsce,w którym zawsze Władca oznajmiał ich o sytuacji jaka panowała
w kraju.Ustawiła mikrofon i zaczęła swoją przemowę.
-Witam
was,dzieci nocy.Jak widzicie zaszły pewne zmiany,które nie są dla nas
udogodnieniem,wręcz przeciwnie.Pewnie się zastanawiacie,co się dzieje z
Królem,ale nie będę was martwić. Mój mąż jest obecnie w stanie stabilnym i jak na
razie nic mu nie zagraża,no przynajmniej ze strony medycznej.Ostatnio zostałam
powiadomiona,że Łowcy szykują się na wojnę.Na walkę z nami-przerwała na
chwilę,po czym ponownie kontynuowała-Dzisiejszym celem tego spotkania jest
ustalenie strategi i omówienie dostępności wojska.I jeszcze…chciałabym wam
powiedzieć,że znam Króla i wiem,że nic tak by nie stawiło go na nogi jak
wygrana z Łowcami,więc dajmy z siebie wszystko i pokonajmy ich w imię Władcy!
piątek, 10 lutego 2017
Rozdział 26
-Tak nie zachowuje się
przyszła Królowa-skarcił ja Dorian,gdy Marry wparowała do jego pokoju i
zamykając drzwi trzasnęła nimi naprawdę głośno. Następnie z twarzą
przepełnioną furią zaczęła krzyczeć na Króla wytykając mu jego wszystkie
błędy i to,czego się dowiedziała.
-A tak nie zachowuje się Król!-wrzasnęła.
-Nie będziesz mi mówiła jak mogę,a jak nie mogę się zachowywać-odparł już poirytowany.
-Bo co mi zrobisz,o
potężny i władczy Królu?-zakpiła z niego i to była zła decyzja. Wampir
złapał ją za rękę i popchnął na ścianę. W jego oczach można było ujrzeć
furię i chęć mordu.
-To,że jesteś moją żoną
nie czyni cię godną mienia Królowej-warknął.
Dziewczyna spojrzała się na
niego z lekkim strachem i zaskoczeniem. Nie wiedziała jak powinna
zareagować na jego słowa,ale jednego była pewna. Już nie ważny był dla
niej honor rodziny,ani dane przez nich słowo. Zdecydowała,że ucieknie
jak najszybciej będzie mogła. Poczeka ile będzie musiała i zniknie z
jego życia tak szybko jak się pojawiła.
Nie chce jej,to dobrze specjalnie dla niego zniknie.
Nie szanuje jej,to ona nie będzie szanować jego.
-Nie jestem twoją żoną i
nigdy nie będę! Wolałabym zginąć niż zmarnować swoje życie dla takiego
dupka jak ty!-wypowiedziała mając łzy w oczach. Jego słowa z
dziwnych,nieznanych powodów zraniły ją. A ona za wszelką cenę nie
chciała tego po sobie dać poznać.
-To się da załatwić-szepnął i puścił jej rękę- lepiej wyjdź zanim zrobię ci coś o wiele gorszego-poleciła i odsunął się od niej.
-Nienawidzę cię!-
krzyknęła czerwonowłosa i biegiem ruszyła do swojego pokoju. Teraz była
pewna,że pojawienie się w tym zamku było potężnym błędem i przeklinała
dzień,w którym się urodziła.
^^^^^^^^......^^^^^^^^
Nastała noc,a wraz z nią
świat pochłonął mrok. To była idealna pora na ucieczkę. Dziewczyna nie
mogła w tym miejscu już dłużej przebywać.
Zeskoczyła cicho ze
swojego okna na dach.
Musiała użyć swojej mocy,aby przypadkiem się nie
ześlizgnąć po tym przeklętym dachu.
Marry spojrzała na teren,który
otaczał zamek.
Może noc nie była do końca dobrą porą,bo wtedy wampiry
budziły się ze snu,ale przynajmniej nie było strażników,bo mieli trzy
godzinną przerwę,a o to właśnie chodziło wampirzycy.
Zwinnym,szybkim ruchem
zeskoczyła na ziemię. Teraz to była łatwizna. Jedyne,co musiała
zrobić,to przedostać się do lasu,gdzie nie byłaby już tak widoczna.Użyła
swoich wampirzych mocy,aby szybko z prędkością uderzenia pioruna
przedostać się w wyznaczony cel,ale w połowie pokonywanej drogi
usłyszała odgłosy nawoływania.
-Marry,nie biegnij tam!-usłyszała w swojej głowie głos Króla. Nie miała zamiaru się go posłuchać...już nigdy.
Gdy dotarła do
wyznaczonego miejsca odwróciła się na chwilę,aby spojrzeć jak ma się
sytuacja w zamku,ale jedyne,co zdołała ujrzeć,to sylwetka mężczyzny
biegnącego w jej stronę. Dziewczyna znów zaczęła uciekać. Nie miała
zamiaru tam wracać.
Wbiegła na małą polankę i
myślała,że już jest bezpieczna dopóki nie usłyszała głośnego sapania za
sobą. Odwróciła się z przerażeniem wypisanym na twarzy,a to co
zobaczyła wywołało na jej ciele ciarki. Przed nią stały dwa
potężne,ogromne i bardzo niebezpieczne wilkołaki. Miały one kształt
wilka,ale takiego na sterydach. Ten widok z pewnością powodował strach,a
to co się dzieje po ugryzieniu takiego wilka było jeszcze gorsze. Jedno
ugryzienie powoduje nawet śmierć u wampira.To właśnie dlatego wilkołaki
stanowiły zagrożenie dla dzieci nocy.
Czerwonowłosa zaczęła
się powoli cofać.Zbyt nagły ruch działał na te stwory jak czerwona
płachta na byka. Była pewna,że tu zginie. Zauważyła jak jeden z wilków
szykuje się do skoku,przygotowała się do ugryzienia,ale zamiast tego
poczuła jak ktoś ją osłania swoim ciałem,a potem piski zabijanych
wilkołaków przez jakieś inne osoby, niż ta która ją osłaniała.
-Marry..przepraszam,gdybym
nie wypowiedział tych słów nie uciekłabyś i nie naraził bym cię na
atak.-usłyszała głos Króla wampirów,a jakąś sekundę później poczuła jak
mężczyzna upada bez sił.
Teraz była pewna,że to on ją osłonił przed śmiertelnym ugryzieniem.
Rozdział 25
Następnie była kolej Króla. Przybliżył się do niej tak,aby mieć jak
najlepszy dostęp do jej szyi i zanurzył swe jakże imponujące kły. Wraz z
krwią płynęły wspomnienia Marry.
"-Powiedz tylko słowo,a cię zabiorę od niego jak najdalej tylko mogę. Niczego nie będę ci zabraniał,a wręcz przeciwnie. Będę Cię traktował jak Prawdziwą Królową, nie jak dodatek- powiedział poważnie.
-Czemu mi to mówisz?- zapytałam zdziwiona.
Nie tylko nie mogłam w to uwierzyć,byłam przerażona. Przerażona świadomością,że już nigdy go nie zobaczę,ale tak będzie najlepiej. Dla niego. Nie, dla mnie.
-Bo Cię kocham-odpowiedział zbliżając się do mnie - Od zawsze kochałem i zawsze będę- obiecał- Nie chcę żebyś cierpiała,nie chce abyś została skrzywdzona.
- Dlaczego mi to robisz?- szepnęłam czując ból mojego serca. Nie chciałam go ranić...
Mężczyzna zbliżył się do mnie tak,że stałam przyparta do ściany.
Nie miałam drogi ucieczki.
A on to wykorzystał.
Schylił się do mnie wystarczająco. Na tyle,aby móc pocałować.
Całował delikatnie,z pasją.
Całował tak jakby bał się,że może mnie już nigdy nie zobaczyć,co oczywiscie było prawdą. Nie mogłam narażac honoru rodziny."
~~~~~~~~~~°°°°°°°~~~~~~~~~~~
Jedynym uczuciem,jakie czuł było uczucie zdrady. Jak mogła mu to zrobić? Obiecała,że nigdy nie zdradzi. Przyrzekła,że nigdy go nie opuści
Marry dobrze się bawiła na balu. Co chwilę ktoś ją zaczepiał i prosił do tańca.
Kilka razy tańczyła z Kenanem i innymi szlachcicami.
Czasami po prostu odpoczywała stojąc pod ścianą i rozmawiając z innymi wampirami,z którymi głównie plotkowała.
Od czasu do czasu podchodziła do ogromnego,białego stolika, na którym znajdowały się różne napoje i alkohole.
Gdy nikt jej nie obserwował,to podchodziła do stoliczka z przekąskami i kosztowała wyśmienitych potraw przygotowanych przez najlepszego kucharza w kraju.
-Marry...?- zaczął niepewnie Kenan przy jednym z tańców.
- Tak?- spytała dziewczyna zastanawiając się nad tym,co może chcieć od niej ten mężczyzna.
-Jest coś,co muszę ci koniecznie powiedzieć,to nie daje mi spokoju. A ponieważ chce być wobec ciebie szczery,to ci powiem- na twarzy tego wampira można było wyczytać takie uczucia jak strach i niepewność,ale mimo tych uczuć postanowił kontynuować.
-To,że tak nagle coś poczułaś do Doriana,to nie był przypadek,to było od początku zaplanowane-wyznał- Elis stworzyła wywar z czerwonych róż,które pochodzą z naszego dworu i mają właściwości magiczne.A mianowicie działaja tak jak eliksir miłości czy coś takiego. Aby połączenie miało większy sens osoby parujące się muszą do siebie czuć miłość i być tego pewne,aby móc być związanym na zawsze z drugą połówką-powiedział i uważnie obserwował reakcje wampirzycy.
- A więc mówisz mi,że ten debil użył na mnie eliksiru miłości i dlatego się zachowawałam jak zakochana?-spytała,aby upewnić się czy dobrze zrozumiała.
-Przykro mi - wypowiedział wampir i spojrzał na nią ze współczuciem.
-Przykro to będzie temu debilowi jak z nim się zaraz rozmówie- wkurzyła się i ruszyła w poszukiwania swojej ofiary.
----------------------&-------------------&-----------------&------------------&-----------------&----------------------
Prawdopodobnie nowy rozdział nie pojawi się zbyt szybko,bo na tym gronostaju nie da się pisać,a na nowy telefon musze czekac 2 tyg :(
Ogłaszam,ze od 10.02 zaczynamy maraton i codziennie przez 2 tygodnie będą dodawane nowe rozdziały!
Ps. myśle,ze jeszcze ok.8 rozdzialow i konczymy!
"-Powiedz tylko słowo,a cię zabiorę od niego jak najdalej tylko mogę. Niczego nie będę ci zabraniał,a wręcz przeciwnie. Będę Cię traktował jak Prawdziwą Królową, nie jak dodatek- powiedział poważnie.
-Czemu mi to mówisz?- zapytałam zdziwiona.
Nie tylko nie mogłam w to uwierzyć,byłam przerażona. Przerażona świadomością,że już nigdy go nie zobaczę,ale tak będzie najlepiej. Dla niego. Nie, dla mnie.
-Bo Cię kocham-odpowiedział zbliżając się do mnie - Od zawsze kochałem i zawsze będę- obiecał- Nie chcę żebyś cierpiała,nie chce abyś została skrzywdzona.
- Dlaczego mi to robisz?- szepnęłam czując ból mojego serca. Nie chciałam go ranić...
Mężczyzna zbliżył się do mnie tak,że stałam przyparta do ściany.
Nie miałam drogi ucieczki.
A on to wykorzystał.
Schylił się do mnie wystarczająco. Na tyle,aby móc pocałować.
Całował delikatnie,z pasją.
Całował tak jakby bał się,że może mnie już nigdy nie zobaczyć,co oczywiscie było prawdą. Nie mogłam narażac honoru rodziny."
~~~~~~~~~~°°°°°°°~~~~~~~~~~~
Jedynym uczuciem,jakie czuł było uczucie zdrady. Jak mogła mu to zrobić? Obiecała,że nigdy nie zdradzi. Przyrzekła,że nigdy go nie opuści
Marry dobrze się bawiła na balu. Co chwilę ktoś ją zaczepiał i prosił do tańca.
Kilka razy tańczyła z Kenanem i innymi szlachcicami.
Czasami po prostu odpoczywała stojąc pod ścianą i rozmawiając z innymi wampirami,z którymi głównie plotkowała.
Od czasu do czasu podchodziła do ogromnego,białego stolika, na którym znajdowały się różne napoje i alkohole.
Gdy nikt jej nie obserwował,to podchodziła do stoliczka z przekąskami i kosztowała wyśmienitych potraw przygotowanych przez najlepszego kucharza w kraju.
-Marry...?- zaczął niepewnie Kenan przy jednym z tańców.
- Tak?- spytała dziewczyna zastanawiając się nad tym,co może chcieć od niej ten mężczyzna.
-Jest coś,co muszę ci koniecznie powiedzieć,to nie daje mi spokoju. A ponieważ chce być wobec ciebie szczery,to ci powiem- na twarzy tego wampira można było wyczytać takie uczucia jak strach i niepewność,ale mimo tych uczuć postanowił kontynuować.
-To,że tak nagle coś poczułaś do Doriana,to nie był przypadek,to było od początku zaplanowane-wyznał- Elis stworzyła wywar z czerwonych róż,które pochodzą z naszego dworu i mają właściwości magiczne.A mianowicie działaja tak jak eliksir miłości czy coś takiego. Aby połączenie miało większy sens osoby parujące się muszą do siebie czuć miłość i być tego pewne,aby móc być związanym na zawsze z drugą połówką-powiedział i uważnie obserwował reakcje wampirzycy.
- A więc mówisz mi,że ten debil użył na mnie eliksiru miłości i dlatego się zachowawałam jak zakochana?-spytała,aby upewnić się czy dobrze zrozumiała.
-Przykro mi - wypowiedział wampir i spojrzał na nią ze współczuciem.
-Przykro to będzie temu debilowi jak z nim się zaraz rozmówie- wkurzyła się i ruszyła w poszukiwania swojej ofiary.
----------------------&-------------------&-----------------&------------------&-----------------&----------------------
Prawdopodobnie nowy rozdział nie pojawi się zbyt szybko,bo na tym gronostaju nie da się pisać,a na nowy telefon musze czekac 2 tyg :(
Ogłaszam,ze od 10.02 zaczynamy maraton i codziennie przez 2 tygodnie będą dodawane nowe rozdziały!
Ps. myśle,ze jeszcze ok.8 rozdzialow i konczymy!
poniedziałek, 26 grudnia 2016
Rozdział 24
Dzisiaj nadszedł dzień balu,więc Marry od samego rana prowadziła przygotowania.
-Puk,puk- powiedział Kenan i wparował do środka pokoju.
- Nie umiesz pukać normalnie?- zapytała ze zirytowaną miną. I poprawiła spódnicę od sukienki.
-Pukać umiem- zaśmiał się i spojrzał na nią wyczekując reakcji.
-Zboczeniec!-krzyknęła i spojrzała się na niego z wyrzutem- ale skoro tu już jesteś,to przydaj się na coś i mocniej zawiąż mi ten,cholerny gorset- powiedziała ze stoickim spokojem.
- Właściwie to przyszedłem z innym zamiarem,ale ta propozycja też mi odpowiada- uśmiechnął się.
-Jednak zmieniam zdanie-zmieszała się,przypominając sobie to,co Król jej powiedział.
Właściwie miała wrażenie,że od tamtego czasu Dorian ją unika.
-Jak to?- zdziwił się Kenan- Beze mnie sobie nie poradzisz- uśmiechnął się łobuzersko.
"Jaki on jest natarczywy. Jak tak narzucał się moim poprzedniczką,to się niedziwie,że przekraczały wyznaczoną granice. Pewnie robiły to dla świętego spokoju" - prowadziła monolog wewnętrzny Marry.
- Zapomniałeś o jednym- oznajmiła podwijając swoją spódnice i ruszając,w samym gorsecie,przed siebie.
- Tak? Ciekawe o czym?-zapytał Kenan. Na co czerwonowłosa się odwróciła i przystanęła na małą,krótką chwilę.
-Jest jeszcze mój narzeczony Dorian- odparła zwycięsko i pewnym siebie ruchem ruszyła przed siebie.
Ken zatrzymał się pod wpływem nagłego paraliżu spowodowanego szokiem.
"Skąd ona zna jego imię? Czy...czy on jej o wszystkim powiedział? Jak mogłem przegapić coś takiego? Mógłbym się chociaż pośmiać"
- na wspomnienie o ostatniej myśli cicho się zaśmiał i wrócił do swojego gabinetu.
Dzisiaj bal,a on musiał być gotowy.
~~~~~~••••~~~~~~
-Dorian? Jesteś tam?- zapukała i cicho mówiła do drzwi. Powoli zastanawiała się czy stosownie jest wypowiadać jego imię.
Nagle drzwi się otworzyły,a w nich stanął sam Król. Miał na sobie spodnie od garnituru i białą,niedopiętą koszulę.
- Tak?- zapytał ze stoickim spokojem.
Marry trochę się zmieszała. Zastanawiała się czy dobrze postąpiła.
No,ale skoro zaczęła,to musi dokończyć.
- Mógłbyś...mocniej zawiązać mi gorset?- zapytała zawstydzona.
Mężczyzna był nieco zszokowany,ale uchylił drzwi i przepuścił czerwonowłosą do swojego pokoju.
Podszedł do niej i westchnął.
- Nigdy nie rozumiałem, po co kobiety aż tak bardzo się katowały- szepnął.
Dziewczyna chciała mu coś odpowiedzieć,ale zrezygnowała,gdy dotknął ją swoim kciukiem,tylko po to,by następnie przerzucić jej jedwabiste włosy na jedną stronę.
Szybkim i zwinnym ruchem pociągnął za czarne sznurki od bordowego gorsetu,na co Marry zareagowała cichym piskiem.
- Za mocno?- szepnął jej do ucha swoim jakże uwodzicielskim głosem.
- Nie,tak może być- ledwo wyszeptała sparaliżowana dotykiem Króla.
Miał takie lekko lodowate ręce,mimo tego jego dotyk był taki miły i tak rozpaczliwie wyczekiwany przez tą kobietę.
Wampir związał sznurki,a po wykonanej czynności przybliżył się bardziej do dziewczyny,tak,że mogłaby wyczuć jego oddechy,gdyby jakieś wykonywał.
Zaczął delikatnie całować jej kark,a także oznaczał go swoimi kłami,co powodowało ciche stęknięcia Marry.
- Mam nadzieję, że mi nie zemdlejesz na balu.
- Dałbyś sobie radę-stwierdziła.
Ta bliskość...jego bliskość ją onieśmielała.
-Uwierz mi,nie chciałbym zostać tam sam-zaśmiał się. On dobrze wiedział,co ta mała wampirzyca właśnie czuje.
Marry odwróciła się do niego tak,że stała spoglądając w jego oczy.
- Czemu nie chciałeś ze mną wziąć normalnie ślubu,tylko mnie do tego zmusiłeś?- spytała,nawet nie zastanawiając się nad sensem swojej wypowiedzi.
-Miłość jest przereklamowana-powiedział szczerze, nie odrywając od niej wzroku- A ja nigdy nikogo nie pokocham,nigdy- podkreślił ostatnie słowo.
- Bzdura- odparła zdruzgotana- Mogłabym tysiąc razy Cię spotykać i tysiące lat poświęcić,aby udowodnić Ci,że już pokochałeś.
-Ja nikogo nie...- przerwała mu całując go,a raczej rozpoczynając pocałunek,który niemiłosiernie się przedłużał,dzięki Królowi. W pocałunku były zawarte wszystkie ich emocje,zaczynając od pożądania,zdecydowania i miłości,a kończąc na strachu,zmieszaniu i smutku.
-Gdybym nie poznał Rossali...- zaczął,ale znów nie dokończył.
- Zapomnij o niej- poleciła- i zacznij się przygotowywać do zaręczyn- dodała.
Wzięła z czarnego krzesła czerwony krawat i podeszła do Króla.
Zawiązywała krawat,a każdemu jej ruchowi przyglądał się Dorian.
- Jesteś już prawie gotowy,Królu- powiedziała Marry odsuwając się od niego o kilka kroków.
Wampir szybko przywarł ją do ściany i spojrzał w jej oczy,mówiąc:
- Wystarczy Dorian- a następnie wpił się w jej usta,a chwila ta trwałaby zapewne przez jeszcze kilka minut, gdyby ktoś jej nie przerwał.
- Szykować się gołąbeczki!- zawołał radośnie Kenan- Chyba nie chcecie się spóźnić na zaręczyny,czyż nie?- zaśpiewał radośnie- A to...- wskazał na parę wampirów- ...możecie dokończyć dzisiaj, w nocy!- krzyknął wesoło i wyszedł,podskakując jak jakieś małe dziecko.
- Coraz częściej zdarza mi się postrzegać go jak cofającego się w rozwoju dzieciucha- stwierdził Dorian.
- Jednak nie zaprzeczysz,że ma rację- westchnęła krwistowłosa.
- O którą konkretnie kwestię ci chodzi?- spytał zabawnie poruszając brwiami.
- O tą pierwszą- zaśmiała się i ruszyła do wyjścia. Dorian złapał ją za rękę i pociągnął do siebie.
- Ja nie kocham,ja tylko pożądam- oznajmił jej.
-A więc będę robić wszystko,abyś mnie pokochał- zadeklarowała.
~~~~~••••~~~~~
Sala balowa wyglądała dziś zjawiskowo. Nie tylko była wystrojona,ale także zapełniona przez wampiry.
Kolorystyka pomieszczenia była zróżnicowana. Można było tu dostrzec odcienie złota,jak i czerwieni.
Na górze znajdowały się trybuny,na których mogli zasiąść goście,a na dole stoiska z jedzeniem, parkiet taneczny wraz z tronami dla pary Królewskiej,przedstawione jak zawsze w całej,swojej okazałości.
- A teraz powitajmy naszych władców!- krzyknął Ken.
Na środku,pojawiła się Marry w swojej,bordowo- czarnej sukni ze wzmocnionymi ramionami i dodanymi na nie małymi kolcami.
Dół sukni przeplatany był niciami i ozdobiony czerwonymi,materiałowymi różami. Trzymała za ramię Króla,który jak zawsze był ubrany na czarno.
- Dzisiejsze przyjęcie odbędzie się z powodu połączenia dwóch przedstawicieli rodów: Black i Blood- wyjaśnił sytuacje Kenan.
Cała sala została wypełniona oklaskami.
- A teraz jak to zawsze mamy w zwyczaju,ta oto para połączy sie więzią krwi!
-Co mam robić?- spytała przestraszona Marry.
-Musisz mnie ugryść i wypić moją krew,abym następnie ja mógł to uczynić- odpowiedział.
Tak jak powiedział,tak też uczyniła. Przybliżyła się do Króla i wbiła swoje białe kły w jego tętnice szyjną. Następnie piła jego krew,a wraz z nią płynęły do niej jego wspomnienia. A zwłaszcza to,jedno:
Mężczyzna unosi niemowle z krótkimi blond włosami. Prawdopodobnie jest to dziewczynka. Jej płacz ucicha,a wraz z nim światełko w oczach gaśnie.
Jest ono martwe.
Po kilku minutach naradzania się z rodzicami dziecka,Król przystąpia do znanej tylko sobie czynności.
Nadgryza swój nadgarstek i przykłada go do ust dziewczynki,tak,aby spływała do niech krew.
Wraz z krwią jej ciało się ożywia,a włosy przybierają krwisty odcień.
"Tylko dzięki połączeniu ze mną mogła przeżyć,ale niestety nasze losy będą musiały zostać złączone,w całości" - usłyszała jego myśli,podczas trwania tej wizji. Nie tylko myśli mogła odczytać, a także emocje jakie go przepełniały.
-To połączenie naszych dusz- powiedział Dorian,a w następnej chwili wysysał z jej tętnicy krew.
-------------------------------------------------------
Ho!Ho! Ho! Wesołych Świąt!
Trochę z opóźnieniem,ale jednak jest!
To trochę dziwne,Że Marry i Dorian się tak szybko do siebie zbliżyli,ale może coś się za tym kryje? Albo ktoś😏
Rozmyślanie nad tym pozostawiam wam,a teraz się z wami uprzejmie żegnam!😊😉😎
-Puk,puk- powiedział Kenan i wparował do środka pokoju.
- Nie umiesz pukać normalnie?- zapytała ze zirytowaną miną. I poprawiła spódnicę od sukienki.
-Pukać umiem- zaśmiał się i spojrzał na nią wyczekując reakcji.
-Zboczeniec!-krzyknęła i spojrzała się na niego z wyrzutem- ale skoro tu już jesteś,to przydaj się na coś i mocniej zawiąż mi ten,cholerny gorset- powiedziała ze stoickim spokojem.
- Właściwie to przyszedłem z innym zamiarem,ale ta propozycja też mi odpowiada- uśmiechnął się.
-Jednak zmieniam zdanie-zmieszała się,przypominając sobie to,co Król jej powiedział.
Właściwie miała wrażenie,że od tamtego czasu Dorian ją unika.
-Jak to?- zdziwił się Kenan- Beze mnie sobie nie poradzisz- uśmiechnął się łobuzersko.
"Jaki on jest natarczywy. Jak tak narzucał się moim poprzedniczką,to się niedziwie,że przekraczały wyznaczoną granice. Pewnie robiły to dla świętego spokoju" - prowadziła monolog wewnętrzny Marry.
- Zapomniałeś o jednym- oznajmiła podwijając swoją spódnice i ruszając,w samym gorsecie,przed siebie.
- Tak? Ciekawe o czym?-zapytał Kenan. Na co czerwonowłosa się odwróciła i przystanęła na małą,krótką chwilę.
-Jest jeszcze mój narzeczony Dorian- odparła zwycięsko i pewnym siebie ruchem ruszyła przed siebie.
Ken zatrzymał się pod wpływem nagłego paraliżu spowodowanego szokiem.
"Skąd ona zna jego imię? Czy...czy on jej o wszystkim powiedział? Jak mogłem przegapić coś takiego? Mógłbym się chociaż pośmiać"
- na wspomnienie o ostatniej myśli cicho się zaśmiał i wrócił do swojego gabinetu.
Dzisiaj bal,a on musiał być gotowy.
~~~~~~••••~~~~~~
-Dorian? Jesteś tam?- zapukała i cicho mówiła do drzwi. Powoli zastanawiała się czy stosownie jest wypowiadać jego imię.
Nagle drzwi się otworzyły,a w nich stanął sam Król. Miał na sobie spodnie od garnituru i białą,niedopiętą koszulę.
- Tak?- zapytał ze stoickim spokojem.
Marry trochę się zmieszała. Zastanawiała się czy dobrze postąpiła.
No,ale skoro zaczęła,to musi dokończyć.
- Mógłbyś...mocniej zawiązać mi gorset?- zapytała zawstydzona.
Mężczyzna był nieco zszokowany,ale uchylił drzwi i przepuścił czerwonowłosą do swojego pokoju.
Podszedł do niej i westchnął.
- Nigdy nie rozumiałem, po co kobiety aż tak bardzo się katowały- szepnął.
Dziewczyna chciała mu coś odpowiedzieć,ale zrezygnowała,gdy dotknął ją swoim kciukiem,tylko po to,by następnie przerzucić jej jedwabiste włosy na jedną stronę.
Szybkim i zwinnym ruchem pociągnął za czarne sznurki od bordowego gorsetu,na co Marry zareagowała cichym piskiem.
- Za mocno?- szepnął jej do ucha swoim jakże uwodzicielskim głosem.
- Nie,tak może być- ledwo wyszeptała sparaliżowana dotykiem Króla.
Miał takie lekko lodowate ręce,mimo tego jego dotyk był taki miły i tak rozpaczliwie wyczekiwany przez tą kobietę.
Wampir związał sznurki,a po wykonanej czynności przybliżył się bardziej do dziewczyny,tak,że mogłaby wyczuć jego oddechy,gdyby jakieś wykonywał.
Zaczął delikatnie całować jej kark,a także oznaczał go swoimi kłami,co powodowało ciche stęknięcia Marry.
- Mam nadzieję, że mi nie zemdlejesz na balu.
- Dałbyś sobie radę-stwierdziła.
Ta bliskość...jego bliskość ją onieśmielała.
-Uwierz mi,nie chciałbym zostać tam sam-zaśmiał się. On dobrze wiedział,co ta mała wampirzyca właśnie czuje.
Marry odwróciła się do niego tak,że stała spoglądając w jego oczy.
- Czemu nie chciałeś ze mną wziąć normalnie ślubu,tylko mnie do tego zmusiłeś?- spytała,nawet nie zastanawiając się nad sensem swojej wypowiedzi.
-Miłość jest przereklamowana-powiedział szczerze, nie odrywając od niej wzroku- A ja nigdy nikogo nie pokocham,nigdy- podkreślił ostatnie słowo.
- Bzdura- odparła zdruzgotana- Mogłabym tysiąc razy Cię spotykać i tysiące lat poświęcić,aby udowodnić Ci,że już pokochałeś.
-Ja nikogo nie...- przerwała mu całując go,a raczej rozpoczynając pocałunek,który niemiłosiernie się przedłużał,dzięki Królowi. W pocałunku były zawarte wszystkie ich emocje,zaczynając od pożądania,zdecydowania i miłości,a kończąc na strachu,zmieszaniu i smutku.
-Gdybym nie poznał Rossali...- zaczął,ale znów nie dokończył.
- Zapomnij o niej- poleciła- i zacznij się przygotowywać do zaręczyn- dodała.
Wzięła z czarnego krzesła czerwony krawat i podeszła do Króla.
Zawiązywała krawat,a każdemu jej ruchowi przyglądał się Dorian.
- Jesteś już prawie gotowy,Królu- powiedziała Marry odsuwając się od niego o kilka kroków.
Wampir szybko przywarł ją do ściany i spojrzał w jej oczy,mówiąc:
- Wystarczy Dorian- a następnie wpił się w jej usta,a chwila ta trwałaby zapewne przez jeszcze kilka minut, gdyby ktoś jej nie przerwał.
- Szykować się gołąbeczki!- zawołał radośnie Kenan- Chyba nie chcecie się spóźnić na zaręczyny,czyż nie?- zaśpiewał radośnie- A to...- wskazał na parę wampirów- ...możecie dokończyć dzisiaj, w nocy!- krzyknął wesoło i wyszedł,podskakując jak jakieś małe dziecko.
- Coraz częściej zdarza mi się postrzegać go jak cofającego się w rozwoju dzieciucha- stwierdził Dorian.
- Jednak nie zaprzeczysz,że ma rację- westchnęła krwistowłosa.
- O którą konkretnie kwestię ci chodzi?- spytał zabawnie poruszając brwiami.
- O tą pierwszą- zaśmiała się i ruszyła do wyjścia. Dorian złapał ją za rękę i pociągnął do siebie.
- Ja nie kocham,ja tylko pożądam- oznajmił jej.
-A więc będę robić wszystko,abyś mnie pokochał- zadeklarowała.
~~~~~••••~~~~~
Sala balowa wyglądała dziś zjawiskowo. Nie tylko była wystrojona,ale także zapełniona przez wampiry.
Kolorystyka pomieszczenia była zróżnicowana. Można było tu dostrzec odcienie złota,jak i czerwieni.
Na górze znajdowały się trybuny,na których mogli zasiąść goście,a na dole stoiska z jedzeniem, parkiet taneczny wraz z tronami dla pary Królewskiej,przedstawione jak zawsze w całej,swojej okazałości.
- A teraz powitajmy naszych władców!- krzyknął Ken.
Na środku,pojawiła się Marry w swojej,bordowo- czarnej sukni ze wzmocnionymi ramionami i dodanymi na nie małymi kolcami.
Dół sukni przeplatany był niciami i ozdobiony czerwonymi,materiałowymi różami. Trzymała za ramię Króla,który jak zawsze był ubrany na czarno.
- Dzisiejsze przyjęcie odbędzie się z powodu połączenia dwóch przedstawicieli rodów: Black i Blood- wyjaśnił sytuacje Kenan.
Cała sala została wypełniona oklaskami.
- A teraz jak to zawsze mamy w zwyczaju,ta oto para połączy sie więzią krwi!
-Co mam robić?- spytała przestraszona Marry.
-Musisz mnie ugryść i wypić moją krew,abym następnie ja mógł to uczynić- odpowiedział.
Tak jak powiedział,tak też uczyniła. Przybliżyła się do Króla i wbiła swoje białe kły w jego tętnice szyjną. Następnie piła jego krew,a wraz z nią płynęły do niej jego wspomnienia. A zwłaszcza to,jedno:
Mężczyzna unosi niemowle z krótkimi blond włosami. Prawdopodobnie jest to dziewczynka. Jej płacz ucicha,a wraz z nim światełko w oczach gaśnie.
Jest ono martwe.
Po kilku minutach naradzania się z rodzicami dziecka,Król przystąpia do znanej tylko sobie czynności.
Nadgryza swój nadgarstek i przykłada go do ust dziewczynki,tak,aby spływała do niech krew.
Wraz z krwią jej ciało się ożywia,a włosy przybierają krwisty odcień.
"Tylko dzięki połączeniu ze mną mogła przeżyć,ale niestety nasze losy będą musiały zostać złączone,w całości" - usłyszała jego myśli,podczas trwania tej wizji. Nie tylko myśli mogła odczytać, a także emocje jakie go przepełniały.
-To połączenie naszych dusz- powiedział Dorian,a w następnej chwili wysysał z jej tętnicy krew.
-------------------------------------------------------
Ho!Ho! Ho! Wesołych Świąt!
Trochę z opóźnieniem,ale jednak jest!
To trochę dziwne,Że Marry i Dorian się tak szybko do siebie zbliżyli,ale może coś się za tym kryje? Albo ktoś😏
Rozmyślanie nad tym pozostawiam wam,a teraz się z wami uprzejmie żegnam!😊😉😎
poniedziałek, 12 grudnia 2016
Rozdział 23
Mężczyzna zbliżył się do niej tak,że stała ona przyparta do ściany.
Nie miała drogi ucieczki.
A on to wykorzystał.
Schylił się do niej wystarczająco. Na tyle,aby móc ją pocałować.
Całował delikatnie,z pasją.
Całował tak jakby bał się,że może jej już nigdy nie zobaczyć.
~~~•••••••••~~~
Nigdy wcześniej się tak źle nie czuła jak w tej chwili.
Te,zdecydowanie okropne wspomnienie cały czas do niej wracało,jakby specjalnie chciało jej o tym przypominać. A uczucie temu towarzyszące nie chciało odstąpić.
Żałowała,że tam pojechała. Przez Maxwella jej życie bardziej się skomplikowało.
Ale...czy było to naprawdę tak okropne?
Samo wyznanie nie było okropne,ale sytuacja, w jakiej znajdowała się Marry, czy też pora była niewłaściwa.
Przecież jutro zostanie oficjalną narzeczoną Króla.
Jej rodzice dali mu słowo,a ona miała zamiar go dotrzymać.
Jednak...coś ją ciągnęło do Max'a. Zawsze byli ze sobą bardzo blisko,ale jak rodzeństwo.
Ten pocałunek...to uczucie było jej zupełnie obce.
Czy to była cząsteczka miłości?
Nie,ona kochała go definitywnie jako brata,aczkolwiek...
-Marry? Co ty tu robisz?-zapytał Król. Była tak zajęta własnymi myślami,że podświadomie weszła do jego pracowni.
Skierowała swój wzrok na niego,miała nadzieję, że szybko wymyśli jakąś przekonującą historię.
Gdy mu się przyjżała nie była w stanie wypowiedzieć czegokolwiek.
Król wampirów dzisiaj wyglądał inaczej,w zupełności jak zwykły człowiek. Zdecydowanie nie przypominał siebie.
Jego czarne włosy wyglądały jak rozwalone,ptasie gniazdo. Każdy pukiel włosów skierowany był w inną stronę.
Jego niegdyś piękne oczy stały się bardziej pozbawione blasku,a pod nimi widoczne były ciemne przebarwienia świadczące o zmęczeniu.
Zapewne całą noc spędził przy papierach.
Ubrany był jak miał w zwyczaju na czarno,ale w zwykłe ciuchy. Zwyczajna bluzka z długim rękawem i zwykłe,niczym nie wyróżniające się spodnie.
Tego widoku czerwonowłosa się nie spodziewała.
-Pracowałeś całą noc?- słowa same wyszły z jej ust.
- Tak-odparł drapiąc się po głowie. To zachowanie można było odczytać jako zakłopotanie- Musiałem przeczytać wszystkie raporty i skargi,a że było ich tak dużo musiałem spędzić z nimi noc- zaśmiał się.
- Nie powinieneś się tak przemęczać- skarciła go Marry. Miała taki przekonywający i zdecydowany wyraz twarzy.
Czarnowłosy spojrzał się na nią zaskoczony.
Czyżby jej na nim zależało?
- Zostało mi ich o wiele mniej- tłumaczył się- Jeszcze muszę tylko odpowiedzieć.
On Wielki Król tłumaczył się zwykłej wampirzycy.
Nie,ona zdecydowanie nie była zwykła. Była jego narzeczoną,choć nie z własnej woli.
- Chodź- złapała go za rękę i pociągnęła za sobą.
Nie wiedział skąd wzięła się u niej taka pewność siebie,ale musiał przyznać,że go zaskoczyła.
Postanowił się nie odzywać i podążać za nią.
Postanowił czekać na dalczy rozwój akcji.
Zainteresowany,a także zaciekawiony obserwował każdy ruch wampirzycy.
W końcu dotarli.
Nigdy przedtem nie przyglądał się temu pomieszczeniu tak uważnie jak dzisiaj.
Ściany były białe z bardzo dużą ilością elementów w kolorze złotym. Mógł stwierdzić,że mieniły się złotem. Mieścił się tu biały,elegancki kominek,a przy nim czarna kanapa. Pod nią znajdował się duży,biały,miękki, na pół pomieszczenia dywan. Podłoga wyłożona była nieskazitelnie białymi panelami. Po prawej stronie znajdował się kącik z biurkiem.
Na nim leżał czyjś laptop,a nad nim były półki,zapełnione mnóstwem książek z kolorowymi okładkami. Widniały na nich tytuły takie jak: "Wampir z Bloodstreet", "Czerwonooki kapturek i wilkołak",ale tylko jednen zwracał na siebie uwagę "Krwawy Król".
Tylko on wiedział,o kim jest ta książka.
- Fajna fabuła,lecz zbyt dużo krwawych scen- powiedziała dziewczyna widząc jego zainteresowanie książką.
- Które dokładnie masz na myśli?- spytał zaciekawiony.
- To,gdy główny bohater zabija swojego ojca,aby zdobyć tron i moment,w którym jego ukochana, Rossalia postanawia go zabić,ale jej się to nie udaje,w wyniku czego to on, Drake ją morduje- odpowiedziała z dumą i ledwo widocznym błyskiem w oczach. Uwielbiała tą opowieść,a fakt,że jej narzeczony zna tą książkę bardzo ją cieszył.
-Rossalia odgrywała w tej opowieści większą rolę niż mogłabyś sobie wyobrazić. Była podstępną żmiją,żerującą na innych- powiedział bez emocji.
- Raczej zaślepioną swoimi możliwościami. Chcąc zdobyć to,co chciała zdradziła Drake'a z jego bratem,co było bardzo ryzykownym posunięciem.
- A ty byś tak postąpiła?- zapytał z zaciekawieniem,a może chciał się upewnić,że ona nigdy nie będzie przypominać Rosali.
- Jak? Pytasz,czy zdradziłabym ukochanego z jego bratem?- zapytała dla pewności,choć była bardzo zdziwiona.
- Nie- zaprzeczył- Pytam,czy zdradziłabyś mnie z moim bratem?- odparł, nagle odwracając się w jej stronę i szybko przywierając do ściany. Patrzył jej prosto w oczy,szukając odpowiedzi.
- Nigdy bym tego nie zrobiła- wypowiedziała pewnie- Nie jestem taka głupia jak moja poprzedniczka.
- Skąd mam mieć taką pewność?- zapytał nie odwracając wzroku.
Wampirzyca położyła swoja dłoń na policzku Króla i spojrzała na niego wzrokiem pełnym troski i pewności.
- Bo ja Cię naprawdę kocham- odpowiedziała cicho,a po jej policzku poleciała jedna,samotna,krwawa łza...
--------------------------------------------------
Jestem z nowym rozdziałem z trochę opóźnionym terminem😔😐 Ale to nie oznacza,że znowu będą takie długie przerwy😏😂 Broń Boże! Wróciłam do życia!😏💞
Nie miała drogi ucieczki.
A on to wykorzystał.
Schylił się do niej wystarczająco. Na tyle,aby móc ją pocałować.
Całował delikatnie,z pasją.
Całował tak jakby bał się,że może jej już nigdy nie zobaczyć.
~~~•••••••••~~~
Nigdy wcześniej się tak źle nie czuła jak w tej chwili.
Te,zdecydowanie okropne wspomnienie cały czas do niej wracało,jakby specjalnie chciało jej o tym przypominać. A uczucie temu towarzyszące nie chciało odstąpić.
Żałowała,że tam pojechała. Przez Maxwella jej życie bardziej się skomplikowało.
Ale...czy było to naprawdę tak okropne?
Samo wyznanie nie było okropne,ale sytuacja, w jakiej znajdowała się Marry, czy też pora była niewłaściwa.
Przecież jutro zostanie oficjalną narzeczoną Króla.
Jej rodzice dali mu słowo,a ona miała zamiar go dotrzymać.
Jednak...coś ją ciągnęło do Max'a. Zawsze byli ze sobą bardzo blisko,ale jak rodzeństwo.
Ten pocałunek...to uczucie było jej zupełnie obce.
Czy to była cząsteczka miłości?
Nie,ona kochała go definitywnie jako brata,aczkolwiek...
-Marry? Co ty tu robisz?-zapytał Król. Była tak zajęta własnymi myślami,że podświadomie weszła do jego pracowni.
Skierowała swój wzrok na niego,miała nadzieję, że szybko wymyśli jakąś przekonującą historię.
Gdy mu się przyjżała nie była w stanie wypowiedzieć czegokolwiek.
Król wampirów dzisiaj wyglądał inaczej,w zupełności jak zwykły człowiek. Zdecydowanie nie przypominał siebie.
Jego czarne włosy wyglądały jak rozwalone,ptasie gniazdo. Każdy pukiel włosów skierowany był w inną stronę.
Jego niegdyś piękne oczy stały się bardziej pozbawione blasku,a pod nimi widoczne były ciemne przebarwienia świadczące o zmęczeniu.
Zapewne całą noc spędził przy papierach.
Ubrany był jak miał w zwyczaju na czarno,ale w zwykłe ciuchy. Zwyczajna bluzka z długim rękawem i zwykłe,niczym nie wyróżniające się spodnie.
Tego widoku czerwonowłosa się nie spodziewała.
-Pracowałeś całą noc?- słowa same wyszły z jej ust.
- Tak-odparł drapiąc się po głowie. To zachowanie można było odczytać jako zakłopotanie- Musiałem przeczytać wszystkie raporty i skargi,a że było ich tak dużo musiałem spędzić z nimi noc- zaśmiał się.
- Nie powinieneś się tak przemęczać- skarciła go Marry. Miała taki przekonywający i zdecydowany wyraz twarzy.
Czarnowłosy spojrzał się na nią zaskoczony.
Czyżby jej na nim zależało?
- Zostało mi ich o wiele mniej- tłumaczył się- Jeszcze muszę tylko odpowiedzieć.
On Wielki Król tłumaczył się zwykłej wampirzycy.
Nie,ona zdecydowanie nie była zwykła. Była jego narzeczoną,choć nie z własnej woli.
- Chodź- złapała go za rękę i pociągnęła za sobą.
Nie wiedział skąd wzięła się u niej taka pewność siebie,ale musiał przyznać,że go zaskoczyła.
Postanowił się nie odzywać i podążać za nią.
Postanowił czekać na dalczy rozwój akcji.
Zainteresowany,a także zaciekawiony obserwował każdy ruch wampirzycy.
W końcu dotarli.
Nigdy przedtem nie przyglądał się temu pomieszczeniu tak uważnie jak dzisiaj.
Ściany były białe z bardzo dużą ilością elementów w kolorze złotym. Mógł stwierdzić,że mieniły się złotem. Mieścił się tu biały,elegancki kominek,a przy nim czarna kanapa. Pod nią znajdował się duży,biały,miękki, na pół pomieszczenia dywan. Podłoga wyłożona była nieskazitelnie białymi panelami. Po prawej stronie znajdował się kącik z biurkiem.
Na nim leżał czyjś laptop,a nad nim były półki,zapełnione mnóstwem książek z kolorowymi okładkami. Widniały na nich tytuły takie jak: "Wampir z Bloodstreet", "Czerwonooki kapturek i wilkołak",ale tylko jednen zwracał na siebie uwagę "Krwawy Król".
Tylko on wiedział,o kim jest ta książka.
- Fajna fabuła,lecz zbyt dużo krwawych scen- powiedziała dziewczyna widząc jego zainteresowanie książką.
- Które dokładnie masz na myśli?- spytał zaciekawiony.
- To,gdy główny bohater zabija swojego ojca,aby zdobyć tron i moment,w którym jego ukochana, Rossalia postanawia go zabić,ale jej się to nie udaje,w wyniku czego to on, Drake ją morduje- odpowiedziała z dumą i ledwo widocznym błyskiem w oczach. Uwielbiała tą opowieść,a fakt,że jej narzeczony zna tą książkę bardzo ją cieszył.
-Rossalia odgrywała w tej opowieści większą rolę niż mogłabyś sobie wyobrazić. Była podstępną żmiją,żerującą na innych- powiedział bez emocji.
- Raczej zaślepioną swoimi możliwościami. Chcąc zdobyć to,co chciała zdradziła Drake'a z jego bratem,co było bardzo ryzykownym posunięciem.
- A ty byś tak postąpiła?- zapytał z zaciekawieniem,a może chciał się upewnić,że ona nigdy nie będzie przypominać Rosali.
- Jak? Pytasz,czy zdradziłabym ukochanego z jego bratem?- zapytała dla pewności,choć była bardzo zdziwiona.
- Nie- zaprzeczył- Pytam,czy zdradziłabyś mnie z moim bratem?- odparł, nagle odwracając się w jej stronę i szybko przywierając do ściany. Patrzył jej prosto w oczy,szukając odpowiedzi.
- Nigdy bym tego nie zrobiła- wypowiedziała pewnie- Nie jestem taka głupia jak moja poprzedniczka.
- Skąd mam mieć taką pewność?- zapytał nie odwracając wzroku.
Wampirzyca położyła swoja dłoń na policzku Króla i spojrzała na niego wzrokiem pełnym troski i pewności.
- Bo ja Cię naprawdę kocham- odpowiedziała cicho,a po jej policzku poleciała jedna,samotna,krwawa łza...
--------------------------------------------------
Jestem z nowym rozdziałem z trochę opóźnionym terminem😔😐 Ale to nie oznacza,że znowu będą takie długie przerwy😏😂 Broń Boże! Wróciłam do życia!😏💞
Subskrybuj:
Posty (Atom)