niedziela, 21 lutego 2016

Rozdział 15

Rozdział 15

-A,więc co teraz?-spytała zaciekawiona Aghata-Wracamy do domu?-zadała następne pytanie.Co było najdziwniejsze w tej chwili?Zapewne to,że nikt nie chciał odpowiedzieć.Marry bała się jej wyznać prawdę,bo nie wiedziała,jak jej przyjaciółka może na to zareagować.
-Wy-wskazał Król na Aghate,Joego i Foxiego,o którym chyba wszyscy zapomnieli-możecie wracać do domu.Natomiast Marry wraca ze mną,do naszego zamku-zakończył swoją wypowiedź wampir.
-Naszego zamku?-powtórzyła zaskoczona wilczyca,jednocześnie zaksztuszając się powietrzem.
-Jako moja narzeczona ma taki obowiązek-wyjaśnił spranym z uczuć głosem Król.
-Przyjęłaś jego oświadczyny?-skierowała swoje pytanie do przyjaciółki,która była zaskoczona jej pomysłem.
-Przecież wiesz,że jakby to ode mnie zależało-zaczęła Marry-to wolałabym wyjść za tego głupka,Joego-stwierdziła,ozdabiając swoją twarz dziwnym grymasem.
-Ej!-oburzył się Joe-Tylko nie głupkiem!
-Nie chciałabym wam przeszkadzać,dzieciaki,w tej dyskusji,jednak Marry powinna już wyruszać-wtrąciła się matka czerwonowłosej,Amelie.
Zrezygnowana dziewczyna pożegnała się ze swoimi przyjaciółmi i tak,jak powinna,poszła z Królem i resztą.
Czy była zła na swoich rodziców za to,że ją zaręczyli z Królem,osobą,której szczerze nienawidziła?Tak…ale zamierzała się dowiedzieć dlaczego to zrobili.Co takiego mogło ich zmusić do takiego posunięcia?
Miała nadzieję,że dobry powód,aby to zrobić.Choć trochę odpowiednią do tego,aby mogła im przebaczyć.
Postanowiła,że najpierw się dowie,dlaczego to zrobili,a potem wymyśli coś,aby się z tego wygrzebać.
-Mamo?-zapytała swoją matkę w myślach.Miała nadzieję,że nikt nie umie podsłuchiwać takich rozmów.
-Tak,córciu?-odpowiedziała jej matka,za pomocą swoich myśli.
-Dlaczego to zrobiliście?Dlaczego on?-spytała.Chciała poznać odpowiedź na dręczące ją pytania.
-Pamiętasz tą historię o twoich narodzinach?-odezwała się po pewnym czasie jej matka.
-Tak-potwierdziła przypuszczenia swojej matki,która od zawsze obawiała się tej rozmowy-A,co?
-Pamiętasz tą wzmiankę o mężczyźnie,który cię uratował?-zapytała niepewnie Amelie.
-Tak-odparła pewnie czerwonowłosa.Myślała,że nie ma żadnych wskazań do obaw,w końcu ten mężczyzna był nieznajomym dla jej rodziców.Nie była przygotowana na odpowiedź,którą otrzymała…

-To on-wypowiedziała cicho-Te zaręczyny były zapewnieniem,że nie będziesz domagać się jego tronu,że nie odbierzesz mu władzy,że Ictorn cię nie wykorzysta…-mówiła dalej,ale Marry jej już nie słuchała.Była za bardzo wstrząśnięta tym,czego się właśnie dowiedziała…

wtorek, 2 lutego 2016

Rozdział 14

Rozdział 14
-Kenan?-zapytała przerażona dziewczyna.
-Tak?-szepnął wampir ,nie wiedząc, o co może jej chodzić.
-Słyszysz?-zaczęła-Idą w naszą stronę-oznajmiła.
-Kto?-przybliżył się do niej chcąc usłyszeć to,co ona.I faktycznie podziałało.Ktoś szedł w ich stronę,ale na początku nie wiedział kto.Dopiero później skojarzył fakty i powiedział:
-Witaj,bracie-powitał swojego brata,który pojawił się w zabójczym tempie,przy nich.
-B-bracie?-powtórzyła jąkając się i patrząc na widok przed sobą.A był to widok,którego nie omieszkała się ujrzeć-On jest twoim bratem?-skierowała pytanie do Kenana,który nie czuł się zbyt konfortowo w obecności swojego brata.Nie lubił się do tego przyznawać,ale prawda była taka,że nie przepadał za swoim bratem.Choćby dlatego,że ten z ich dwójki urodził się jako wampir,czysto-krwisty,a jakby było tego mało,to on został Królem.To również on zabił ich ojca,którego tak bardzo kochał Kenan.
-Niestety-odpowiedział jej cicho.Chciał coś jeszcze dopowiedzieć,ale ktoś mu przerwał.
-Królu!Znalazłeś ją?-zapytał się John,pojawiając przy jego boku,gdy tylko ujrzał swoją córkę,popędził przed siebie i przytulił,mówiąc:
-Marry,tak bardzo się cieszę,że nic ci nie jest-wyznał-Razem z twoją matką bardzo się o ciebie martwiliśmy.
-Tato-jęknęła trochę zawstydzona,po czym wysunęła się z jego objęć i skierowała wzrok przed siebie.Przeskanowując najbliższe otoczenie,nie odnalazła osób,których się spodziewała zobaczyć.
-Gdzie Aghata i Joe?-zadała pytanie,kierując je do swojego ojca.
-Och,kochanie-westchnęła Amelie,pojawiając się obok niej i lekko ją obejmując-Oni poszli cię szukać na własną rękę-wyjaśniła nieco zasmucona.
-Moja narzeczona jest cała i zdrowa-zaczął swoją przemowę Król,którego Marry,z każdą sekundą coraz bardziej nienawidziła-Powinniśmy już wracać-westchnął podirytowany-do mojego zamku-dokończył.To bardzo zszokowało pannę Blood.Nie chciała wracać,a zwłaszcza do tego przeklętego zamku.Chciała odnaleźć przyjaciół.
-Nie-zaprzeczyła,w wyniku czego wszyscy zgromadzeni popatrzyli na nią zszokowani.Wiedziała,co za to grozi.Nie powinna się sprzeciwiać,zwłaszcza samemu Królowi.
^^^^^^^^*********^^^^^^^
Tymczasem w zachodniej części lasu,grupka przyjaciół spokojnie podążała za śladami,niczego się nie spodziewając.
-A,więc Fox'y-zaczęła Aghata-Co tu robisz całkiem sam?-spytała z ciekawości.
Chłopiec spojrzał się na nią,jak na najgłupszego człowieka na świecie i powiedział:
-Ty naprawdę nic nie wiesz o lisołakach-stwierdził.Był zszokowany jej nie wiedzą,niby mówili mu kiedyś jego rodzice,że wilkołaki nie są takie mądre na jakie wyglądają,ale nie spodziewał się,że aż tak-Lisołaki zostawiają swoje młode,gdy tylko nauczą się polować-wyjaśnił.
-To straszne-stwierdziła.Nie wyobrażała sobie tego.Jak rodzice mogli zostawić własne dziecko na pastwę losu?
-Nie zupełnie-zaprzeczył rudowłosy-My przynajmniej przygotowujemy do tego dzieci.A,co robią ludzie?Potrafią dopiero narodzone,bezbronne dziecko wyrzucić-odparł.
-Och,Aghato,Aghato,Aghato...-przerwał im Joe,który wyprzedził ich o kilka kroków i szedł przed nimi,podśpiewując-Czemuż ty taka głupia?Czemuż się tak wygłupiasz?Och,Aghato,Aghato,Agha-to?-przerwał i stanął w miejscu.
-Joe nie wygłupiaj się!-skarciła go dziewczyna i przybliżyła się do niego.
I spostrzegła to,co on.A mianowicie swoją przyjaciółkę,jakiegoś chłopaka będącego za blisko niej,na przeciwko stał Król wampirów i rodzice czerwonowłosej.Nie ciekawie to wyglądało.Zwłaszcza,że Król wydawał się być bardzo wkurzony.
-Marry?-postanowiła się wtrącić.Nie chciała pogarszać bardziej tej sytuacji.W tej samej chwili,co ona wypowiedziała imię swojej przyjaciółki,ta natychmiast się odwróciła.Uśmiechnięta szybko do niej podbiegła i przytuliła.
-Jak dobrze,że nic ci nie jest-powiedziała z ulgą czerwonowłosa-Już nigdy więcej tak nie rób-skarciła ją,po czym,jak zobaczyła Joego,skierowała na niego swój wzrok i powiedziała-Miałeś jej pilnować,a nie na wszystko pozwalać-warknęła-Masz szczęście,że nic jej nie jest,bo nie wiem,co bym ci zrobiła.
Joe tylko się do niej drapieżnie uśmiechnął wystawiając swoje kły.
-Wystarczyło zwykłe"Cześć"-odpowiedział,uśmiechając się zadziornie,po czym podszedł do niej i również jak jego poprzedniczka objął ją.


______________________________________________
Komentujesz-doceniasz

piątek, 22 stycznia 2016

Rozdział 13



Rozdział 13
-Jest ich za dużo-westchnął i zignorował jej poprzednią wypowiedź-chyba przeceniłem swoje możliwości-przyznał się.
-W końcu Szanowny Pan się przyznał do swojej głupoty-uśmiechnęła się mimo iż sytuacja w jakiej się znajdowali  nie była śmieszna,wręcz przeciwnie-była tragiczna.
Czerwonowłosa rozejrzała się dookoła obmyślając plan ucieczki.
-Możemy wskoczyć do jeziora i przebiec kawałek,potem skręcić w prawą stronę,gdzie są bagna.Tam powinniśmy ich zgubić-zaplanowała.
-Dobrze przemyślane –przyznał-dobrze będzie mieć w zespole stratega.

                                           ^^^***^^^
Biegła.Z każdym krokiem postawionym na ziemi przyśpieszała.Musiała to zrobić.Dla niego.Dla siebie,nie chciała mieć potem tego wampira na sumieniu.Podbiegła blisko jednego z bagien.Wiedziała,że ją gonią.Za każdym razem,kiedy się odwracała,widziała ich.Nie biegła w wampirzym tempie,ale mimo to Łowcy się męczyli.
Dobiegli.Odwróciła się w ich stronę.Stali twarzą w twarz.Ich czworo,ona jedna.
-Ictorn będzie zadowolony,gdy się dowie,że cię schwytaliśmy-zwrócił się do niej jeden z nich.
-Może da nam nawet podwyżkę-odezwał się najwyższy z nich.Miał trupiobladą skórę i kościste ręce.Uwagę bardzo przykuwały zimne,bezlitosne niebieskie oczy.Dziewczyna w odpowiedzi tylko się kpiąco uśmiechnęła,na co Łowcy się zdziwili.
-Cztery na jednego?-zdziwił się Kenan,który pojawił się za nimi,znikąd-Trochę niesprawiedliwie,prawda?-zapytał się-Myślę,że się nie obrazicie,jeśli wyrównam szanse-zakpił.
I tak zaczęła się walka.Łowcy zwrócili całą swoją uwagę na wampira,przez co dziewczyna mogła wykorzystać chwilę i zaatakować jednego z nich z zaskoczenia.I właśnie tak wpadła w wir walki,która bardzo ją wciągnęła.Musiała przyznać,że walka nie była wcale taka łatwa,jak myślała,zwłaszcza,że nie do końca umiała walczyć.Ale,to jej nie przeszkadzało.Wykorzystywała ruchy takich,jakich się nauczyła oglądając telewizję.
Kenan musiał przyznać,wbrew sobie,że ta mała wampirzyca naprawdę sobie dobrze radziła,co go zdziwiło.Przez cały czas,gdy ją obserwował nie widział nic,co było by tak samo epickie jak jej ruchy,którymi powalała swoich przeciwników.Nie mógł odwrócić od niej wzroku,dlatego też jeden z Łowców,który wyglądał jak Marlyn Manson wykorzystał tą chwilę nieuwagi i zaatakował.Trafił go w tył głowy,przez co stracił on uwagę i upadł na mokre podłoże.
Gdy tamten szykował się do ostatecznego ruchu,którym było odcięcie głowy,Kenan zamknął oczy i czekał.Czekał na cios,który nie nadszedł.Zdziwiony otworzył oczy i zobaczył Marry,która pochylała się nad nim i dziwnie szczerzyła.
-Mógłbyś nie robić sobie drzemki?-spytała kpiąco-Musimy uciekać,zanim reszta nas dogoni-nakazała i podała mu rękę,którą objął.Gdy już wstał i otrzepał swoje spodnie,spojrzał się na dziewczynę.
-Dobrze to wymyśliłaś-pochwalił ją,lekko się do niej uśmiechając.
-Szkoda tylko,że nie przewidziałam,że któryś z nich mógłby cię zabić-pożaliła się wampirzyca,ruszając w stronę zarośli.
-Nie przesadzaj-powiedział chłopak,idąc koło niej-Przyśpieszmy trochę-rozkazał i złapał ją za rękę.Czerwonowłosa spojrzała się na niego zdziwiona.
-No,co?-zapytał niepewnie,po czym spojrzał tam,gdzie ona i dodał-Nie chcę,abyś się zgubiła albo, co gorsze wpadła w bagno-wyjaśnił,chcąc uzasadnić swoje zachowanie.Wiedział,że i tak nie mogliby być razem.Nic nie próbował.
-Okeej-odparła nastolatka.
Resztę drogi przeszli w ciszy nasłuchując,czy nikogo nie ma w pobliżu.Każdy  z nich pogrążony był w swoich myślach.
Marry zastanawiała się,co będzie,gdy wyjdą z tego żywi.Czy rodzice będą na nią czekać i czy Aghata tam będzie.Bardzo za nią tęskniła,nic dziwnego,były przecież dla siebie jak siostry bliźniaczki.Mogły się porozumiewać,mogły czuć to samo.Były tak jakby jednością,a to wszystko dlatego,że kiedyś,gdy Aghata była ciężko ranna Marry dała jej się napić swojej krwi,która miała właściwości lecznicze.Natomiast,gdy Marry zaatakował wilkołak Aghata chcąc zniszczyć jad wyssała go z rany i dała napić się swojej krwi przyjaciółce,by ta odzyskała siły.Tak właśnie nawiązały więzy krwi,które dokonują wampiry biorąc ślub.Nie wiedział o tym,ale w ich przypadku to nie był ślub.To oznaka prawdziwej przyjaźni,której nic,ani nikt nie może zerwać.
Kenan myślał o swoim bracie.Zastanawiał się,co teraz robi,czy się dowiedział,o tym ataku?Czy ich właśnie szukał.Ale jednego był pewny-jego brat będzie dumny ze swojej przyszłej żony.Kenan miał tylko nadzieje,że będzie ją traktował dobrze.Sam chciałby znaleźć taką partnerkę.Wiedział,że zostali ze sobą związani zaraz po narodzeniu dziewczyny.Dlatego też podejrzewał,że jego brat niedługo ich odnajdzie i nie będą musieli dłużej uciekać.
-Kenan?-zapytała przerażona dziewczyna.
-Tak?-szepnął wampir ,nie wiedząc, o co może jej chodzić.
-Słyszysz?-zaczęła-Idą w naszą stronę-oznajmiła.
-Kto?-przybliżył się do niej chcąc usłyszeć to,co ona.I faktycznie podziałało.Ktoś szedł w ich stronę,ale na początku nie wiedział kto.Dopiero później skojarzył fakty i powiedział:
-Witaj,bracie-powitał swojego brata,który pojawił się w zabójczym tempie,przy nich.



_________________________________________________________
Ogłaszam swój wielki powrót!!!
Wiem,że dłuuugo mnie nie było,ale mam nadzieję,że ktoś tu jeszcze zagląda.Błaaagam o wybaczenie!
Obiecuję,że już nie będzie tak długich przerw-maksymalnie 2 tygodnie.
Zapraszam was również na wattpada,na moją opowieść pt."Star".
Do zobaczenia! 




poniedziałek, 11 stycznia 2016

LBA#3

Zostałam nominowana przez Paczi.P.Wejdźcie na jej wspaniałego bloga : http://pattystoriespatty.blogspot.com/2016/01/lba-5.html?m=1.A oto moje odpowiedzi na poniższe pytania.

1.Masz zwierzątko?(Jeśli tak to jakie)
Miałam do maja 2015,koszatniczkę.

2.Skąd czerpiesz inspirację do pisania?
Inspirację do czytania czerpię z muzyki,książek i ze swoich snów< mam prorocze sny>.

3.Ulubiony kolor i dlaczego?
Głównie to mam 2 ulubione kolory:czarny i czerwony,mogę też zaliczyć do tego szary.A dlaczego?Proste...w tych kolorach mam ciuchy i bardzo mi się podobają te barwy.

4.Ulubiony cytat.
Tu odwołam się do mojego ulubionego anime"Co dobrego przyjdzie z siedzenia i użalania się nad sobą?.Nawet trup może stać,lecz ja żyję i stoję o własnych siłach.Jeżeli mam umrzeć,to przed śmiercią nie chce niczego żałować.Nie nazwę tego zemstą.To sposób na poprawę humoru.Między mną a nim toczy się gra.Nawet,gdy wrzucą mnie w odmęty rozpaczy,jeśli będę mógł się wspiąć choćby po pajęczej nici,zrobię to i nie ustąpie.My,ludzie mamy siłę,by tego dokonać.Jednak czy ktoś tego chce,czy nie,zależy od niego samego."-Ciel Kuroshitsuji .

5.Co jest twoim dziwnym nawykiem?
Gdy czytam jakomś serię książek to muszę przeczytać ją bez odstępów <tak,jestem uzależniona>.

6.Co sądzisz o piecingu i tatuażach?
Piercing-zależy w jakim miejscu np.podobają mi się kolczyki w pępku.A tatuaże~tak!.Zwłaszcza jeśli mają je mężczyźni.

7.Jakie inne hobby,niż pisanie?
Lubię rysować,malować i szkicować.Ostatnio nawet odkryłam,że lubię pisać piosenki i nawet dobrze mi to idzie.

8.Kawa,herbata czy coś innego?
Kawa,zdecydowanie xd

9.Kiedy masz urodzinki?
26 maja<dzień matki>.

10.Grasz na jakimś instrumencie?
Nie,ale planuje się nauczyć grać na keybordzie,żeby lepiej mi się pisało piosenki i na gitarze elektrycznej,ale to dla siebie.

11.Co sądzisz o moim blogu?
Uważam, że jest bardzo interesujący.A najbardziej mi się podoba główna postać~Party.


A więc tak...nominuje każdego,kto czyta moje wypociny.Pytania te same,bo jestem leniem i nie chce mi się wymyślać nowych.

niedziela, 20 grudnia 2015

Rozdział 12




-Jest ich za dużo-westchnął i zignorował jej poprzednią wypowiedź-chyba przeceniłem swoje możliwości-przyznał się.
-W końcu Szanowny Pan się przyznał do swojej głupoty-uśmiechnęła się mimo iż sytuacja w jakiej się znajdowali  nie była śmieszna,wręcz przeciwnie-była tragiczna.
Czerwonowłosa rozejrzała się dookoła obmyślając plan ucieczki.
-Możemy wskoczyć do jeziora i przebiec kawałek,potem skręcić w prawą stronę,gdzie są bagna.Tam powinniśmy ich zgubić-zaplanowała.
-Dobrze przemyślane –przyznał-dobrze będzie mieć w zespole stratega.

                                           ^^^***^^^


Tymczasem we wschodniej części lasu:

-Mówiłem ci,że to nie ta droga!-narzekał Joe-po co w ogóle się uparłaś żeby za nimi iść?Wiesz,że jeśli nas nakryją to…-mamrotał pod nosem.
-Och!Zamknij się wreście!-krzyknęła Aghata.Była bardzo wściekła,że Państwo Blood wraz z innymi wampirami ruszyło na poszukiwanie Marry bez nich,a fakt,że się zgubili wcale nie pomagał.Właściwie nie przemyślała swojej decyzji.Sądziła,że uda jej się prześcignąć wampiry i odnaleźć swoją przyjaciółkę,jednak wyszło całkiem odwrotnie-biegnąc straciła zapach i nie mogła go odnaleźć.Nie czuła już tropu,a to oznaczało,że Marry już tu dawno nie ma.Zrezygnowana usiadła na trawie po turecku.
-I co…masz coś?-zapytał niepewnie Joe.Ten sposób mówienia nie pasował do niego.On zawsze był arogancki i pewny siebie.

Może on naprawdę się martwi?-pomyślała dziewczyna.

-Nie,nic nie czuję-przyznała się-Jeśli tu była,to już jej tu od dawno nie ma.Nawet nie wiem,czy tu była.Na jej odpowiedź wampir głośno westchnął.
-Ruszajmy-nakazał i podał rękę swojej koleżance.
-A co ty taki miły?-spojrzała na niego podejrzanie wilczyca.
-A co już nie można być miłym dla koleżanki?-wyszczerzył się Joe.
Agatha nagle,gwałtownie odwróciła się za siebie.
-Joe…?-szepnęła cicho-nie chce cię przestraszyć,ale coś jest w krzakach.
-Co?!-pisnął wampir i schował się za plecami towarzyszki.
-Nie bądź dzieckiem i chodź to sprawdzić-wypowiedziała przez śmiech dziewczyna.
-To nie jest śmieszne!-obraził się chłopak-a co jeśli z nich wyskoczy ogromny gnom?Wiesz,że się ich boję!
-Nie bądź naiwny!Żyjesz dłużej niż ja i Marry,a nadal nam wierzysz w te bajeczki!-zaczęła się z niego śmiać.
-Świetnie!To skoro jesteś taka mądra,to sama idź to sprawdź!-powiedział z oburzeniem.
-Ażebyś wiedział,że tak zrobię!-krzyknęła Agha i ruszyła w wybranym przez siebie kierunku.

Podeszła do krzaka i odgarnęła powoli gałęzie.

-Joe!Patrz jaki słodki lisek!-krzyknęła szczęśliwa.Chłopak jakby na zawołanie zjawił się koło niej i uważnie przyglądał się stworzeniu.
-To nie lis,głupia-zaśmiał się-I ty jesteś wilkiem!Hahah…jak można pomylić lisa z lisołakiem?!-kpił z niej wampir.
-Jeszcze raz mnie obrazisz to dostaniesz w łeb!-spojrzała na niego nienawistnym wzrokiem.Ale Joe,jak to Joe nic sobie z tego nie zrobił.Wyciągnął liska z krzaków i powiedział:
-Dobra,młody.Udowodnij tej babie,że mam rację.
Po zaledwie dwóch minutach na miejscu liska pojawił się 13 letni chłopczyk,który spojrzał na wampira i rzekł:
-Nie nazywaj mnie „młody”,staruchu!
Teraz to Aghata zwijała się ze śmiechu.
-Hahah…bardzo śmieszne,normalnie umieram ze śmiechu!-wypowiedział z ironią najstarszy z nich-a teraz…przejdźmy do rzeczy…Nie widziałeś może czerwonowłosej laski ?-zapytał.
-Chodzi ci o taką-tu wskazał wzrost-z takim fajnym tyłkiem?-upewnił się chłopiec.
-Tak-przyznał Joe i zaczął się śmiać ze słów jakie wypowiedział lisołak.Natomiast wilczyca spokojnie stała z boku i wpatrywała się w niego wyczekująco.
-A…poszła w tamtą stronę-wskazał palcem-Wiecie,że ona też mnie nie rozpoznała?-poskarżył się młodziak.
-Tak,tak-przytaknął Joe-Chodźmy!-nakazał i popchnął lekko swoją towarzyszkę.
-Zostawicie mnie tu samego?-zapytał się smutno chłopczyk.
-Nie możemy go tu tak zostawić-stwierdziła brunetka.
-Dobra…chodź,młody-zgodził się wampir.

Ich nowo poznany towarzysz podbiegł do nich i zaczął zadawać serię pytań:

-Jesteście parą?-                                                                                            
-Co?!-wykrzyczeli równocześnie-Nie!
-Dziwne…zachowujecie się jak stare małżeństwo.
-Jak ty masz na imię?-postanowiła zmienić temat Aghata.Swoją uwagę zwróciła na niego.Był niezbyt wysokim,rudowłosym chłopcem.Miał piękne,niebieskie oczy ukryte pod prawie że doskonałymi brwiami.Jednak jej uwagę przykuł czarujący uśmiech.
-Nazywam się Fox Red i…-niestety nie było mu dane dokończyć ponieważ,dwójka „niby”dorosłych zaczęła się z niego śmiać.

Dalsza droga wyglądała podobnie.Nadnaturalni poruszali prawie wszystkie tematy i mimo tak młodego wieku Fox był bardzo obeznany w tych tematach.Zrobił bardzo dobre wrażenie na swoich towarzyszach.Dzięki niemu droga minęła im bardzo szybko.



________________________________________________________

I co myślicie o naszym lisie?
Jeśli wam się podobało -komentujcie!
Dzięki!

środa, 16 grudnia 2015

Rozdział 11





Ten rozdział dedykuję mojej kochanej mamie :)
_________________________________________________________

Test był sprawdzeniem jej wytrzymałości.Chcieli mieć pewność,że jest gotowa.Upewnić się w przekonaniu,że jest na tyle silna.

Przez trzy dni nic nie jadła,nie pożywiała się.Była zdana tylko na siebie i na swój instynkt,który musiał udowodnić swoją przydatność.
Trzy dni bez kontaktu z innym człowiekiem czy choćby z człowiekopodobnym.To potwierdzało przypuszczenia Karana.

Dziewczyna spokojnie siedziała na kłodzie,przy brzegu jeziora i patrzyła przed siebie.Nie wiedział nad czym się tak intensywnie zastanawiała,ale wiedział jedno-była na tyle naiwna,że go nie zauważyła.Była teraz bezbronna.

                                           ^^^***^^^

Od pewnego czasu miała wrażenie,że jest obserwowana.Lecz to jej wcale nie niepokoiło,nie w tej chwili.Teraz jej jedynym zmartwieniem było to,że wyczuła dziwną woń.Była w tym lesie nowa,ale z czymś jej się kojarzyła.Tylko z czym?-to dobre pytanie.

Nie mogła sobie tego przypomnieć,nie w danej chwili.Dlatego właśnie tu się zatrzymała.Miała nadzieję,że jeśli się tu zatrzyma i chwilę odpocznie to jej wspomnienia powrócą i prawdopodobnie coś sobie przypomni.
Ślepo wpatrywała się w zieloną niczym jadeit wodę,która mieniła się podczas zachodzącego słońca niczym fluoryt dokładnie wyszlifowany przez jubilera.

Powinna już dawno wyjść z tego dziwnego lasu i wysłuchać tego co mają jej do powiedzenia.Była ciekawa swoich wyników.Intrygowała ją myśl,że mogłaby zostać wampirem społecznym i obracać się w towarzystwie najważniejszej wampirzej arystokracji,lecz był tego jeden minus-musiałaby wtedy cały czas być poważna i odpowiedzialna.Zapewne przydzieliliby jej rolę przestrzegania prawa jak Joe’mu i musiałaby pracować dla rady.

A jeśli została by przydzielona do wampirów wojennych…to właściwie nie wiedziała co by zrobiła.Nie zbyt podobała jej się ta opcja.Wtedy musiałaby walczyć w imię”Króla”,którego tak szczerze nienawidziła.
Najszczęśliwsza byłaby gdyby przydzielono ją do wampirów utalentowanych-zostałaby wtedy muzykiem albo znanym w wampirzym świecie malarzem.Zostałaby sobą.Mogłaby robić co zechce.

Dziwny zapach był coraz bliżej i bliżej,a wraz z jego przybyciem pojawiło się przerażenie w oczach wampirzycy.
-O Boże…-szepnęła przerażona-…przecież to Łowcy.

Zaczęła się powoli cofać w stronę wielkiego drzewa,za którym wyłaniała się druga część lasu.Była tak przerażona,że nawet nie zauważyła Kenan’a,który szybko zeskoczył z drzewa i stanął przy niej.
Chciała mu zadać pytanie kim jest i czego od niej chce,ale ją uprzedził. 

–Umiesz walczyć?-zapytał,ale za nim mu odpowiedziała,dodał-Jak nie to zostanie z nas naleśnik.
-Naleśnik?-spytała zdziwiona-a nie placek?-upewniła się.
-Wolę naleśniki,ale nie wiem jak ty…-tym razem to ona mu nie dała dojść do słowa,mówiąc:
-Nie wiem,czy to dobry pomysł rozmawiać o naleśnikach,gdy otaczają nas Łowcy-stwierdziła obracając się wokół siebie.
-Może masz rację…-zaciął się na chwilę.Sięgnął do swoich ciemnych spodni i rzucił w jej stronę niewielki nóż krzycząc:-Mam nadzieję,że się jeszcze zobaczymy-kończąc mówić zaczął się uśmiechać.
-To żart,prawda?-upewniła się Marry.
-To zależy…-odpowiedział.
-Zależy od czego?-dopytywała.Chciała usłyszeć odpowiedź,ale nie było jej to dane,gdyż nowo poznanego towarzysza pochłonęła walka.Nie wiele myśląc dziewczyna poszła w ślad za nim.Osłaniała jego tyły i atakowała wroga.

-Nie powinnaś mi pomagać-skarcił ją po chwili wampir.
-A ty nie powinieneś być tak głupi i rzucać się na  nich sam bez wsparcia.Wybacz,ale nie chciałam potem przeżyć i zostać przez nich porwana…i…
-No tak lepiej umrzeć jako bohater-westchnął-jeszcze nigdy nie spotkałem wampirzycy wojennej.
-Co?!-krzyknęła przerażona-żartujesz,prawda?-zapytała z nadzieją.
-Jest ich za dużo-westchnął i zignorował jej poprzednią wypowiedź-chyba przeceniłem swoje możliwości-przyznał się.
-W końcu Szanowny Pan się przyznał do swojej głupoty-uśmiechnęła się mimo iż sytuacja w jakiej się znajdowali  nie była śmieszna,wręcz przeciwnie-była tragiczna.

Czerwonowłosa rozejrzała się dookoła obmyślając plan ucieczki.
-Możemy wskoczyć do jeziora i przebiec kawałek,potem skręcić w prawą stronę,gdzie są bagna.Tam powinniśmy ich zgubić-zaplanowała.
-Dobrze obmyślane –przyznał-dobrze będzie mieć w zespole stratega.

Niespodzianka!Tym razem rozdział przed terminem :D
To przez to,że nareszcie wróciła mi wena! I też dzięki mojej mamie,która sprawiła mi najlepszy prezent pod choinkę i kupiła bilecik :)
I  co sądzicie?Podoba wam się?